Archive for Luty, 2010

„UFO nad Polską” – czyli jak łatwo, szybko i przyjemnie zrobić z siebie pośmiewisko

Parę dni temu na Paranormalium jeden z użytkowników podał linka do filmiku mającego rzekomo przedstawiać UFO przelatujące gdzieśtam nad Polską (http://www.youtube.com/watch?v=_e7dLhZK3iQ, cały temat o filmie jest tutaj). Filmik, oczywiście, sygnowany „Fundacja Nautilus” i opisany jako prawdopodobnie „jedno z najlepszych ujęć UFO na świecie”. Postanowiłem się przyjrzeć bliżej temu „debeściakowi”…

Zrobiłem małe dochodzenie. Wziąłem jeden kadr z filmiku, na którym obiekt widać najwyraźniej:

Przyjrzałem się bliżej i pierwsze, co mi się nasunęło na myśl, to gitara. Poszukałem więc w Googlu jakichś obrazków przedstawiających baloniki w kształcie gitary, i znalazłem:

Weźmy zwiążmy ze sobą kilka takich gitarek…

Naturalnie, wszystkie wypełnimy helem – coby latanie nad naszą polską ziemią lekkim im było. Oto jak nasze gitarki będą wyglądały chwilę po wypuszczeniu „na pole”:

Let them fly! Po chwili, po wypuszczeniu gitarek w powietrze, będą wyglądały tak:

I oto mamy „prawdopodobnie jedno z najlepszych ujęć UFO”! Wystarczy jeszcze sfilmować całokształt dupiatą kamerką i potrząść przy tym ręką, coby zwykły chlebojad, oglądając nasze arcydzieło, nie zorientował się, co to jest.

Nautilus już chyba nie wie, jak się ośmieszyć (i przy okazji – o zgrozo! – wystawić na posmiewisko wszystkich polskich ufologów). Zwykłe poszukiwanie bardzo taniej sensacji.

Niechże mi jeszcze kiedyś ktoś powie, że Nautilus jest rzetelną i poważną grupą badawczą dążącą do wyjaśnienia zjawisk paranormalnych – a przyrzekam, śmiechem zastrzelę!

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , ,

sobota, Luty 27th, 2010 Bez kategorii 9 komentarzy

Kilka moich utworów bądź potworów literackich. Ino się nie przestraszcie

Obywatelu! Niniejszą notkę czytasz na własną j**aną odpowiedzialność. Bowiem składa się ona z moich potworów literackich…

Jedne zmyślone, inne nie. Jedne krótkie, inne długie. Jedne wzięte prosto z życia, inne nie aż tak, jeszcze inksze lekko ubarwione przez moją imaginację. Niektóre śmieszne, inne zaś uśmiesznione, a ta najnowsza (na samym dole) była już w świecie realnym uhardkorowiona, uchorowiona, udurniona i uzabawniona, że nawet ubarwiać nie musiałem.

Generalnie to są to wybrane długie notki z mojego „bloga” (?) na Epuls.pl (Boziu kochany, co ja tam jeszcze robię…)

Ędżoj! Życzę potężnych ataków śmiechu i nie aż takich przerażenia. 😀

„Głodny człek wszystko zje” 4 czerwca 2008

Środowe popołudnie. Siedzę sobie w szkole muzycznej. Przychodzi kolega gitarzysta. Trochę gadamy, a że kolesiowi głód doskwierał, to udaliśmy się do „Plusa” po coś do żarcia. Wcześniej jednak ustaliliśmy, co można kupić za złoty dziewięćdziesiąt, bowiem taką kwotą dysponował koleś. Po chwili uradziliśmy, żeby kupić za tą kwotę czekoladę. Obojętnie jaką, byle dało się ją zjeść. No dobra, nawiedziliżeśmy „Plusa”, szukamy żarcia – jest! Czekolada gorzka 1,89 zł. Dobra, koleś ja wziął, ja wypatrzyłem w pobliżu gumy Orbit, więc stwierdziłem, że też zaszaleję 😛 Już jesteśmy przy kasie, koleś kładzie na ladzie tą swoją czekoladę za 1,89 złych, ja kładę te Orbity, i żeby było chamsko, między Orbitami a czekoladą kładę przedziałkę, coby ludziska wiedzieli co jest czyje xP

Koleś (spoglądając na Orbity): Wstydziłbyś się, na mieście robić taką wieś!
Ja: Kto tu robi wieś…

– – –

„Bajka o Jaśó” angel_of_god & ivellios1988 4 lipca 2008

Pewnego razu był sobie Jasio który szedł do sklepu monopolowego po węża. Spytał się sprzedawcę czy posiada kobrę do zadań specjalnych. Sprzedawca z uśmiechem odpowiedział że posiada jedną i wyciągną żelkowego wężyka. Wężyk bardziej jednak niż węża przypominał miśka który w dodatku był kolorowy. Jasiu go spróbował i stwierdził, że jest zużyty i nie ma jadu, za to jest bardzo słodki i smaczny. Lecz potrzebował węża by wrzucić go do ubikacji i zobaczyć styl wężowy. Pobiegł więc do najbliższego działającego klopa, i już chciał go tam wrzucić, gdy nagle przypomniało mu się że chciał dusiciela ! Wrócił więc do monopolowego, ale sprzedawca leżał już martwy.
Został usmiercony przez ufoludki z opakowań
tabletek musujących. Jasio załamany postanowił rozprawić się z ufoludkami, więc zaczoł je po kolei zjadać jak kanibal. Ale ufoludki zaczęły się mścić i zrobiły w jego żołądku rewolucję. Doszło więc do niekontrolowanej eksplozji i Jasio został rozerwany na strzępy. Wskutek zmian w kodzie genetycznym, wywołanych działalnością ufoludków, z porozrywanych kawałków ciała zrobiły się nowe Jasie, które szybko pobiegły z płaczem do mamusi. Matka pamiętając że ma tylko jednego syna wzieła siekierę i niszczyła Jasiów aż do jednego. Pozostając sama z nim w rostrzaskanym domu powiedziała : Jesteś po##@$ny ! Szlaban na Piotra Rubika! Jasio rozpłakany poszedł do pokoju i skreślił swój plan by wąż ugryzł mamuśkę w dupę i dała mu zakaz nie oglądania i słuchania Piotra Rubika. KONIEC !

– – –

„Grzech” 26 września 2008

Cytat z dyskusji na forum VRP (paranormalne.pl):

Mienso napisał:

Niech wszyscy uzytkownicy samochodów mają się na baczności, bezczelnie zanieczyszczają środowisko i nie pojdą do nieba 😀

Ja:

Jak by nie było, to poruszając się bez użycia samochodu też niszczysz środowisko 😛
Jadąc rowerem czy nawet idąc pieszo, często rozdeptujesz roślinki. Jakby tego było mało, to oprócz roślinek rozdeptujesz też małe, biedne, bezbronne, Bogu ducha winne robaczki, mrówki i inne żyjątka, które chciałyby jeszcze trochę pożyć – czyli zabijasz istoty żywe! I widzisz, już masz na sumieniu grzech śmiertelny, i się z niego nie spowiadasz. Będziesz potępiony na wieki wieków amen, ty bezwzględny seryjny zabójco małych robaczków! 😀

Tak samo grzeszymy, jedząc mięso. Krówka, świnka czy jakiśtam inny indyczek chcą sobie trochę pożyć… ale nie! Trafiają do ubojni, umierają w potwornych, piekielnych jak diabli męczarniach i kończą jako szynka.

No i na VRP też grzeszymy… w końcu głosimy herezje, niezgodne z głównym nurtem światopoglądowym głoszonym przez Kościół.

O cholera… znów zgrzeszyłem. Rozdepłem robaczka. ;( Pójdę do piekła ;( Bozia się pogniewa 🙁

– – –

„Zagadka UŚ’owska” 8 października 2008

Dziś na uniwersytecie gorączkowo poszukiwałem pracowni komputerowej. Wszedłem do miejsca, w które obecnie żaden student już od dawna nie zagląda. Gdy wróciłem, koleżanki czekające w holu zaczęły pytać, co tam jest, albowiem nigdy tam jescze nie były.

Paulina: A właśnie, co tam jest?

Ja: Kiedyś znajdowała się tam sala teatralna, księgarnia i bufet. Obecnie znajduje się tam zadupie…

– – –

„Scenka na mieście. Historyja na faktach oparta” 15 listopada 2008

Centrum Katowic. Popołudnie. Koło 15:00.

Młoda kobitka pakuje do swojego samochodu (coś typu Mercedes czy Volkswagen, w każdym razie odjechana bryka) jakieś tobołki. Nieopodal na rowerku podjeżdża jakaś stara babka. Widzi młodą w autku i zaczyna wrzeszczeć:

– Durna babo przymknij żesz te drzwi!

Po czym staje obok auta i przymyka młodej kobitce drzwi. W międzyczasie starej rower się przewrócił. Zobaczywszy to, leci na młodą z ryjem:

– No widzisz babo, przez panią się przewróciłam!

Młoda wychyla głowę za drzwi:

– A to tak trudno skręcić i przejechać obok?

Stara:

– No ale jak ja mam po szynach jeździć?

(w centrum Katowic tramwaje jeżdżą – po szynach spokojnie przejechałaby nawet hulajnogą, a co dopiero rowerem)

No i się zaczęła awantura. Wrzask taki, że aż na przedmieściu słychać. W pewnym momencie do pogawędki wcina się młody facet i zwraca się DO STAREJ Z ROWERKIEM tymi słowy:

– Ale proszę pani, pani tutaj w ogóle ma zakaz poruszania się

(w miejscu akcji obowiązuje zakaz wjazdu pojazdami wszelakimi, chyba że mieszka się w którejś kamienicy)

A stara z ryjem NA MŁODĄ:

– No widzi pani, pani ma zakaz!

Wymiana zdań jeszcze trochę potrwała. W końcu młoda kobitka zatrzasnęła drzwi, a stary babsztyl, widząc iż młoda ma ją w dupie, oddalił się w nieznanym kierunku.

Ehh… czasami trafi się taki stary j**any ku**istrzał płci żeńskiej.

Wyrazy współczucia dla młodej.

– – –

„Babsztyl” 16 grudnia 2008

Niektórzy to naprawdę potrafią człowieka dobić. Dosłownie.

P[wyciąłem]a. Oh, pardon! MAGISTER P[wyciąłem]a. Babsztyl od gramatyki angielskiej. Zawaliłem u niej kolokwium (do zaliczenia zabrakło mi dwóch j**anych punktów), więc umówiliśmy się na poprawę. Reszta grupy pisała poprawkę w poniedziałek, ja wtedy miałem na głowie inne sprawy, które uniemożliwiły mi napisanie poprawki w tym dniu. Byłem wobec tego umówiony na środę.

No więc jest poniedziałek. Kilka godzin wcześniej miałem zajęcia w szkole muzycznej, teraz czekałem na uczelni na wykład o UE.

Grupa już się przygotowywała do pisania poprawki z gramatyki, ja czekałem na ten wykład o Unii (miałem ważną sprawę do załatwienia z wykładowczynią), gdy nagle, ni stąd ni z owąd, na korytarzu pojawiła się P[wyciąłem]a. Podchodzi do mnie i mówi głosem Golluma: „Pan miał być w szkole muzycznej. Co pan tutaj robi? Idzie pan ze mną poprawkę pisać”. Wtedy wyjaśniłem jej, że na poprawkę jestem umówiony na środę, a zajęcia w muzycznej miałem wcześniej, teraz zas czekam na wykład o Unii. No dobrze, przytaknęła i poszła…

Ale czego ja się potem dowiedziałem od koleżanek z grupy… że doktorka gadała, że ja jakiś podejrzany jestem, że coś kręcę, itp itd. No ku**ica mnie wtedy trafiła.

W ogóle ta baba ma straszny talent do rycia studentom psychiki. Wystarczy na przykład, że wypowiadając się po angielsku choć raz się pomylisz, i już w twoją stronę leci potok słów, jaki to ty jesteś nieuk i niedołęga i że nie zdasz egzaminu i wylecisz na zbity ryj z UŚ’a. Nie wiem, może oczernianie i upierdalanie studentów sprawia jej satysfakcję, ale do ku**y ciężkiej ileż tak można?

Już nie skomentuję tego obgadywania mnie w poniedziałek przy całej grupie. Albo ma sklerozę, albo nie ma za grosz wstydu.

– – –

„Ludzka dziwność i głupota granic nie znają” 27 grudnia 2008

Do przykładów wyjątkowej ludzkiej głupoty i dziwności zaliczyć można moich sąsiadów ;P

Przykład?

Jak widzą, że ktoś w okolicy kupił coś nowego, to na następny dzień kupują to samo.

Kiedyś młodszej siostrze kupowaliśmy piaskownicę, sąsiedzi ją zobaczyli i na następny dzień kupili identyczną i od tej pory ta piaskownica stoi u nich w garażu, a oni nie wiedza do czego to służy…

Albo innym razem chcieli se płot wokół domu postawić, to postawili… jakieś drewniane gówno (bo płotem to tego nie można nazwać), parę dni później to coś się wzięło i przewróciło, oni zamiast normalny płot postawić to postawili na nowo te drewniane coś, a z przodu sobie wybudowali… automatycznie otwieraną bramę doczepioną o dwie kolumny z czerwonej cegły -.-

A niedługo po tym jak se dom zbudowali zaczęli naskakiwać na mnie i moją rodzinę, żebyśmy ścięli żywopłot obok naszego domu, bo… zasłania im widok na pole sąsiada xD

No, to tyle. ;p

– – –

„Epuls the truth. Cała prawda o pewnym serwisie społecznościowym i nie tylko o nim” 8 kwietnia 2009

1. Siedzisz se na epulsie. Wchodzisz na profil jakiejśtam nastolatki. Nastolatka widzi, że zajrzałeś na jej profil, i pisze do ciebie wiadomość: „Spierdalaj pedofilu j**any!”

ignor <-> ignor

2. Siedzisz na epulsie. Spoglądasz na onelinera, a tam jakaś hot12 pisze „sexu chcę”. Wchodzisz do niej i piszesz prywatną wiadomość, że nie powinna tak robić bo to i to. Co robi hot12? Zamiast odpisać na twoją wiadomość, zakłada na forum temat pod tytułem „[twój nick] to pedofil”, który po chwili staje się najbardziej aktywnym tematem na epulsie…

ignor <-> ignor

3. Siedzisz na epulsie. Wchodzisz na profil niejakiej Dzastunia (czy jakiejśtam innej słiiit laski). Po chwili owa Dzastunia wysyła swojego boy’a, który pisze do ciebie więcej niż chamską wiadomość „odpierdol się od mojej laski”. Po chwili sama Dzastunia zaczyna ci prawić kazanie i wyzywać cię od „dziwnych” – a to wszystko tylko dlatego, że zajrzałeś na jej zasrany profilek…

ignor <-> ignor

4. Siedzisz na epulsie. W pewnym momencie pisze do ciebie jakaś hot13 i zaczyna wypytywać, czy masz dziewczynę, a jak nie to czy szukasz, w odpowiedzi na „nie” zaczyna cię prosić o numer telefonu (podając przy tym swój -.-) i wypytywać „czy popiszemy”. W odpowiedzi na „nie”…

ignor <-> ignor

Oczywiście to co napisałem powyżej to tylko skrajne przypadki głupoty z jaką spotkałem się w tym cholernym portaliku.

5. Siedzisz sobie na epulsie. Zapoznajesz jakąś dziewczynę której blisko do pełnoletności. Wydaje się normalna. Wymieniacie się więc numerami telefonów, a następnego dnia po paru SMS’ach laska wyznaje ci jakże demotywujące „Kocham cię”…

ignor <-> „czemu mnie nie chcesz”

6. Uciekasz z epulsa.

– – –

„Jak zabić nudę” – referat spłodzony 9 maja 2009 przez ivellios1988 & Filadelfia_ xD

Powiadają, że najskuteczniejsza jest metoda usta-usta. Najlepiej stosować ją intensywnie, coby skutecznie nudę zabić. Tak przynajmniej powiadają doświadczeni zabijacze nudy.

Podobno najlepiej metodę usta-usta łączyć z metodą ciało-ciało. Niektórzy stosują do tego jeszcze metodę rączka-pupka.

Niektórzy sporadycznie stosują jeszcze metodę batonik-ciastko_z_dziurką, jednak jest to metoda wysoce ryzykowna, ponieważ ta metoda, wymagająca udostępnienia przez batonik pewnej ilości lukru, może doprowadzić do nieplanowanej produkcji rodzynków. Dlatego ważne jest, aby podczas stosowania tej metody batonik był w papierku.

W wypadku stwierdzenia nieszczelności papierka, powodującej do wypływu substancji białej słodkiej, należy w trybie natychmiastowym podjąć niezbędne środki mające na celu zabezpieczenie ciastka_z_dziurką przed nagłym przytyciem i wyprodukowaniem nadliczbowej ilości rodzynków.

Pamiętać należy o szybkim dokonaniu tych czynności, ponieważ lukier, będący substancją trwałą, może przeschnąć w ciastku z dziurką do 72 godzin, co nieuchronnie może doprowadzić do produkcji wspomnianych wyżej rodzynków.

Pozostaje jeszcze inna metoda, mianowicie do ciasteczka_z_dziurką codziennie o tej samej godzinie dodawać należy odpowiednie substancje, które powodują odporność na lukier wytworzony przez batonik. Nie trzeba wtedy się martwić o nadmierne rośnięcie ciasteczka, albowiem zahamowane są tendencje wzrostowe drożdży pod wpływem w/w substancji.

– – –

„Podstarzały Romeo. Epopeja oparta na faktach” – 13 lis 2009

Cały dzień dzisiaj się podśmiewałem z pewnej sytuacji, jakiej świadkiem byłem w autobusie…

Podstarzałych podrywaczy widywałem już w środkach komunikacji miejskiej nie raz. Ale to, co widziałem dzisiaj, przebiło wszystko.

Katowice. Wsiadam w czterdziestkę na Piotra Skargi. Nieopodal mnie swoje cztery litery na przyrządzie służącym do siedzenia zainstalowała urocza, młoda blondynka. I tak usiadłszy na siedzeniu, siedząc, siedziała. Zasiedziała się, aż w końcu jej siedzenie w pewnym momencie stało się wręcz eleganckie i przemożne (tak, za dużo się Gombrowicza naczytałem!).

Naraz przysiadł się do niej jakiś stary, gruby, brzydki jak syberyjska noc napalony pryk. I zaczął do niej zagadywać. Nie zważywszy na to, że dziewczyna go totalnie olewa, kontynuował gadaninę. Wyraźnie można było zauważyć, że podejmuje – nieudaną – próbę podrywu. Wtem zaczął ją głaskać po kolanie. Biedna dziewczyna nadal udawała nicniewidzącą, nicniesłyszącą i nicnieczującą. W końcu poziom jej wnerwienia osiągnął apogeum i podjęła cokolwiek słuszną decyzję o dokonaniu przesiadki na inne, wolne od zasięgu rąk napaleńca miejsce. Usiadła tuż za mną, jednakże nie zdołała uwolnić się ode wzroku podstarzałego gościa, któremu najwidoczniej ani żona ani nawet sąsiadka dawać nie chcą…

Gościu, być może dla niepoznaki, przesiadł się na sąsiedni fotel – tam, gdzie jeszcze chwilę temu siedział zniesmaczony obiekt jego westchnień. Wciąż patrząc za dziewoją, począł czynić wzrokiem rozpoznanie i ustalać najbliższą lokalizację, na którą mógłby się przesiąść tak, by znaleźć się możliwie najbliżej biednej damy. I wypatrzył, że najbliższe miejsce znajdowało się tuż przed nią i dokładnie obok mnie.

Nie wytrzymałem! Pogroziłem facetowi palcem tak zwanym wskazującym, kręcąc przy tym głową i usiłując dać mu do zrozumienia, że u owej panienki nie ma najmniejszych szans. Wydawało się, że skapitulował…

Ale nie. Po tym, że złapał za rączkę przy siedzeniu obok, poznałem, że począł czynić starania mające na celu zbliżenie się do blondwłosej damy. Nie dawał pajac za wygraną.

Gdy obok mnie usiadł jakiś młody koleś, staruch – udając, że nie patrzy za dziewczyną – schylił się i pyta mnie „A pan coś ode mnie chciał?”, na co ja odparłem, usiłując zachować w miarę poważną minę „Nie, ależ skąd!”. Po chwili napaleniec, chyba w akcie rozpaczy, wstał i podszedł do panienki, próbując do niej znów zagadać. Próba zakończyła się niepowodzeniem, więc na najbliższym przystanku facet wyszedł. Spojrzał za siebie, sprawdzając, czy dziewczyna też wyszła – stwierdził jednak, że w dalszym ciągu siedzi w autobusie, postanowił więc wrócić – co prawda przytrzaśnięty drzwiami, ale wgramolił się spowrotem…

Nie wiem, co się działo później, bo musiałem na następnym przystanku wysiadać. Jako że z punktu widzenia postronnego pasażera całe zajście wydawało mi się (i z tego co widziałem nie tylko mnie) wybornie komiczne, po chwili jednak biednej blondi zrobiło mi się żal. Współczuję jej takiego, ekhem, „wielbiciela”…

Jak rzekł kiedyś pewien mój nauczyciel – przykleił się do niej jak g*wno do srebrnego klopa…

Tags:

wtorek, Luty 16th, 2010 Bez kategorii 1 komentarz

Times Online, czyli uosobienie samozaprzeczenia

Brytyjska gazeta Times w wydaniu internetowym opublikowała artykuł o globalnym ociepleniu. W tytule stoi: World may not be warming, say scientists (Świat może się nie ocieplać, mówią naukowcy). Niby wszystko ok, ale… z artykułu wynika coś zupełnie innego:

Dr Vicky Pope, head of climate change advice at the Met Office, said: “This new set of data confirms the trend towards rising global temperatures and suggest that, if anything, the world is warming even more quickly than we had thought.”

Tłumaczenie (popełnione przez antienam’a z Paranormalne.pl):

Dr. Vicky Pope, szefowa rady do zmian klimatu przy Brytyjskim Met Office, powiedziała: ” Nowy zestaw danych potwierdza trend zdąrzający w kierunku podnoszenia się temperatury, oraz sugeruje, że świat ociepla się szybciej niż myśleliśmy”.

Wynika z tego, że redaktor piszący artykuł sam sobie zaprzeczył. What a shame, Mr Leake! If I were your chef, you would be laid-off immediately… 😛

Jeśli ktoś nie szprecha po angielsku, to tu jest tłumaczenie popełnione przez antienam’a: klik!

Tags: , , , , ,

wtorek, Luty 16th, 2010 Bez kategorii Brak komentarzy

Uniwersytet Śląski i UFO – aż się wziąłem i, kurde, zdziwiłem…

Z ciekawości poszukałem w Googlu, czy na stronie którejś z polskich uczelni jest choćbywzmianka o UFO, i aż się, kurde, wziąłem i zdziwiłem – znalazłem relację z debaty ufologicznej z 8.12.2008 na stronie Uniwersytetu Śląskiego! (dokładnie strona Międzynarodowego Instytutu Nauk Politycznych UŚ)

Relację opublikowano w gazetce studenckiej publikowanej w formie PDF’a (forma dość dziwna, gdyż każda strona gazetki umieszczona jest w osobnym pliku).

Pozwoliłem sobie wyciągnąć z tej gazetki tekst relacji, oto ona. Chyba koleżanka z uczelni (też studiuję na UŚ, ale na innym wydziale) nie zabije mnie za wklejenie tutaj jej relacji? 😉

Przypomnę, że Paranormalium – serwis, którym miłościwie administruję i jeszcze miłościwiej dopieszczam pod względem technicznym – objął nad tą debatą patronat medialny.

UFO
Katowice, 8 Grudzień 2008
Autor: Joanna Okuła 

Rzeczywiście, kręci się tu paru dziwnych ludzi. Wchodzimy do dużej auli B w budynku B Akademii Ekonomicznej. Po drodze słyszymy: „Pewnie przyszliście, żeby urwać się z wykładów, a nie posłuchać o UFO, ale dobrze, że jesteście”. Tak naprawdę przyszliśmy, bo po konferencji ma być „pizza 4 free”. Może przy okazji się czegoś dowiemy? Zobaczymy jakieś „extra foty”, dowody na istnienie wyższej inteligencji?

godz. 13:30

Siedzimy w drugim rzędzie, nic się nie dzieje. Chaos, harmider, ktoś wchodzi, ktoś wychodzi, nie wiadomo, o co chodzi. Podobno mają być zaproszeni specjaliści, tzn. ufolodzy, fizycy, a nawet ksiądz egzorcysta!

godz. 13:45

Rozglądam się, nawet sporo ludzi przyszło, ciekawe czy przyciągnęła ich tu pizza, czy głód wiedzy? W sferze organizacyjnej – bez zmian. Jeszcze ktoś wchodzi, ktoś inny wychodzi, jakaś dziewczyna dziękuje nam za przybycie i prosi o cierpliwość.

godz. 14:00

Zaczyna się. Prowadzący przedstawia gości, następnie siebie.

Pierwszym gościem jest dr hab. Jan Sładkowski, astrofizyk z Instytutu Fizyki. Obok niego siedzi dr hab. Władysław Borgieł, również fizyk z Uniwersytetu Śląskiego. Na środku widzimy pana Janusza Zagórskiego – autorytet w kwestii badań nad istotami pozaziemskimi. Skończył politologię na Uniwersytecie Wrocławskim, swego czasu był wykładowcą nauk społecznych, teraz zajmuje się zjawiskami natury paranormalnej, czyli pogonią za UFO.

Przemawiał do nas ok. 7 minut, wykorzystując cały przyznany mu czas, opowiadając pokrótce, na czym ta pogoń polega i jak to mało, kto zajmuje się profesjonalnym badaniem takich zjawisk. Następnie, przedstawia się nam, w dość niekonwencjonalny sposób, Mikołaj Karawacki – student dr Sładkowskiego, piszący magisterium z astrofizyki. Dlaczego w niekonwencjonalny sposób? Sprawiał wrażenie zagubionego naukowca, który ma wyraźny problem z przekazaniem swojej (niekwestionowalnie wielkiej) wiedzy słuchaczom. Widać chciał opowiedzieć o sobie i o tym, czym się zajmuje przy pomocy prezentacji. Jednak, jako, że czas gonił prowadzącego, który poganiał Mikołaja, ten ostatni pogubił się trochę w tym, co miał przekazać. Widzieliśmy jakiś wzór, jakieś planety, a raczej chyba gwiazdy? Nie starczyło tylko czasu na wyjaśnienia. Niemniej jednak było zabawnie. Koło Mikołaja siedział Kamil Michno, ufolog z Poznania, podchodzący do UFO sceptycznie i podważający dowody na jego istnienie. Ławę specjalistów zamyka pan Rafał Nowicki – także poszukiwacz i badacz wyższej inteligencji. Na końcu przedstawił się prowadzący, Sebastian Minor. Psycholog zajmujący się sprawami nadprzyrodzonymi, jakkolwiek dziwnie to brzmi. Bada zjawiska śmierci klinicznej oraz przypadki wychodzenia z ciała.

Pierwszym, zadanym przez prowadzącego, jakże oczywistym do przewidzenia, pytaniem jest: „Czy jest możliwość, że istnieją istoty pozaziemskie o wyższej inteligencji i czy odwiedzały, odwiedzają bądź kiedykolwiek będą odwiedzać Ziemię?” Pytanie to skierowane do „komisji”, „jury” czy jakkolwiek nazwać panów specjalistów, spotyka się z zarzutem, że zostało źle postawione. Nie można łączyć pytania o przeszłość i teraźniejszość z kwestią przyszłości, czy prawdopodobieństwa. Zatem, czy UFO istnieje i czy odwiedzało Ziemię? I tak, po kolei: dr Sładkowski oraz dr Borgieł twierdzą, że nie wykluczają możliwości istnienia takich istot, jednak jest to niezwykle mało prawdopodobne, żeby do tej pory odwiedzały one naszą planetę. Pan Zagórski natomiast, jest całkiem odmiennego zdania. Zapowiada przedstawienie nam dowodów w postaci zdjęć i filmów. Mikołaj Karawacki opowiada się za możliwością wizyty obcych na Ziemi, a Kamil Michno przeciw. Pan Nowicki zgadza się z panem Zagórskim i również zapowiada przytoczenie kilku przykładów potwierdzających możliwość wizyt UFO na Ziemi.

Oczywiście, takie odpowiedzi nie były wyczerpujące, więc panowie Fachowcy musieli wyjaśnić przyczyny swoich postaw. Dr Sładkowski uważa, że fakty zaprzeczają istnieniu UFO. Według niego za rozpowszechnianiem pogłosek o niezidentyfikowanych obiektach latających i dziwacznych postaciach odwiedzających Ziemia stoi olbrzymia machina gospodarcza, jaką jest przemysł filmowy, a w szczególności Hollywood. Do zdania dr Sładkowskicgo przychyla się również dr Borgieł, który dodatkowo sądzi, że chimeryczność tych zjawisk nie podwala na dokładne ich zbadanie i potwierdzenie ich prawdziwości. Pan Zagórski. przedstawił wiele argumentów „za”, m.in. przykład pewnej pani jadącej do Wylatowa [Wylatowo — wieś w woj. kujawsko-pomorskim, słynąca z pojawienia się na okolicznych polach kręgów zbożowych (piktogramów) w latach 2000-2005 (por. Młyny)], którą przez całą drogę monitorował niezidentyfikowany obiekt latający o 30-40 metrowej średnicy. Niestety, nie ma wykwalifikowanych specjalistów, ani dobrych podręczników o UFO, a tylko nieliczni badacze podchodzą do tego poważnie. Pan Zagórski zajmuje się analizą tematu od wielu lat. Opowiada jak przeprowadzał drobiazgowe badania w Wylatowie, przy użyciu detektorów elektromagnetycznych, kilkunastu kamer, w tym nokto i termowizyjnych podłączonych do Internom i innego profesjonalnego sprzętu. Jednak kamery i detektory zarejestrowały jedynie kilkusekundowy błysk, efektem, którego były liczne piktogramy (30 kół powstało między 2h44, a 3h30 rano!). „Prawdą jest, mówi Zagórski, że zjawiska takie są niepowtarzalne, ale nauka zna więcej chimerycznych przypadków, które zostały uznane za prawdziwe. Niestety, brakuje rąk do pracy, ochotników, którzy pomogliby w śledzeniu i szukaniu dowodów,” Mikołaj i Kamil zgodzili się z panem Zagórskim w tej kwestii. „Brakuje rąk do pracy, a naukowcy nic podchodź? do lematu poważnie-” Kolejnym przykładem, tym razem pana Rafała Nowickiego, rzekomo udowadniającym istnienie „kosmitów” był fakt mówiący o zdarzeniu w Meksyku. Tamtejsze wojsko zanotowało obecność niezidentyfikowanego obiektu nad wodami oceanu. Po wnikliwej analizie pewnego ufologa okazało się, że-prawdopodobnie były to platformy wiertnicze, które wydzielają ogromną ilość ciepła, dlatego zostały zauważone przez pilotów lecących na bardzo dużej wysokości- Czy jednak jest możliwe, aby doświadczeni piloci wojskowi nie byli w stanie rozpoznać platform wiertniczych? Wielu ufologów, w tym pan Janusz Zamorski, opiera swoje tezy na doświadczeniach autorytetów wojskowych. Pamiętajmy, że to są też tylko ludzie, a „błądzić jest rzeczą ludzka”. W kolejnej części debaty, dr Borgieł pokazuje nam swoją prezentację, na której przedstawił w krótki i zrozumiały sposób zjawisko zwane Efektem Casimira. Polega ono na tym, że dwie pozbawione ładunku płytki wykonane z przewodnika, będąc w próżni, przyciągają się. Ma to na celu udowodnienie nam, że w próżni występują liczne fluktuacje cząsteczek, co często może być różnie interpretowane. Następnie, dr Borgieł zademonstrował tzw. „orbsy”, czyli obiekty (najczęściej pyłki, krople lub owady), niewidoczne gołym okiem, a pojawiające się na zdjęciach wykonanych przy użyciu lampy błyskowej. Według niego, orbsy mogą czasem być brane za obiekty niewyjaśnionego pochodzenia, przypominają bowiem niezidentyfikowane obiekty, zwane UFO. W odpowiedzi na ten wywód, pan Zagórski pokazuje nam kilka ciekawych zdjęć: pierwsze ukazywało rosyjskiego żołnierza, w tle którego stał czołg, a obok którego sterczał wbity w ziemię obiekt kształtem przypominający spodek, czyli tzw. „latający talerz”. Na drugim zdjęciu stał mężczyzna trzymający w ręku ociekającą krwią głowę jakiegoś stworzenia. Nie był to jednak żaden rozpoznawalny gatunek znany człowiekowi. Zdjęcie zostało wykonane gdzieś w Ameryce Południowej, jak przypuszczał pan Minor, mogła to być la Chupacabra – mityczny potwór pożerający kozy. Trzecie zdjęcie przedstawiało egipskie malowidła, wśród których wypatrzono dziwną postać, podobną do ET. Na ostatnim zdjęciu widniała czaszka jakiejś człekokształtnej, ale nieludzkiej postaci; znaleziona w głębokich pokładach gruntu, datowana na ponad 900 lat.

Kolejna część debaty zamienia się poniekąd w farsę. Na pytanie: „Czy panowie kiedykolwiek szukali naukowych dowodów na istnienie UFO?” dr Sladkowski odpowiada, że skoro nie wierzy, to nie musi szukać dowodów na coś, co nie istnieje. Natomiast na pytanie, jaki dowód byłby dla niego satysfakcjonujący, odparł, że prawdopodobnie musiałby to być zielony ludzik zamknięty w klatce, chociaż i to mogłoby nie wystarczyć. Po salwie śmiechu, jaka przetoczyła się przez aulę, dodaje, że nie jest w stanie szukać dowodów na wszystkie dziwne przypadki. Jeśli ktoś udowodniłby mu istnienie potwora z Loch Ness, to byłby w stanie w niego uwierzyć. Na razie jednak „nie ma materialnych dowodów na istnienie inteligentnej cywilizacji”. 95% naukowców przyjmuje, że UFO nie istnieje.

W odpowiedzi na takie lekceważenie tematyki debaty, pan Zagórski mocno się wzburzył i natychmiast zarzucił nas mnóstwem dziwnych, co najmniej zastanawiających przypadków. Między innymi wspomniał o książce „Z tajnych archiwów – UFO zagrożenie dla światowego bezpieczeństwa”, której autorem jest Timothy Good, uznany autorytet wśród ufologów. Poza tym, pan Zagórski pokazał nam film przedstawiający zdjęcie z radaru na kliszę. Na tym zdjęciu mogliśmy zobaczyć trzy jasne plamy na czarnym tle. W rzeczywistości miały one mieć długość od 3 do 12 km! Radar zarejestrował te zjawisko w 1979 roku, nad Mierzęcinem, gdzie 7 maszyn odrzutowych odbywało ćwiczenia na wysokości 7 tys. km. Dodatkowym argumentem przemawiającym za prawdziwością tych zdjęć i domniemań jakoby były to niezidentyfikowane obiekty latające pochodzące z kosmosu, były zeznania Majora Pilota Józefa Jerzego Makieły oraz 7 pilotów tychże odrzutowców. Zdaniem dr Borgieła, mogły być to „śmieci kosmiczne, które rozświetliły jonosferę” lub zjawisko atmosferyczne.

Są też głosy publiczności: „ Statek kosmiczny lecący z prędkością większą niż prędkość światła? Obaliłoby to znane teorie fizyki.” Albo: „ Myśląc o pustyni Nazca i ogromnych obiektach widocznych z lotu ptaka, zastanawiamy się jak to możliwe, żeby ich autorem byli ludzie. Nasuwa się pytanie, zawierające niecenzuralny wyraz kiedyś na 3, teraz na 4 litery: Na …. oni to robili?!” Czy też: „W Biblii, w księdze Ezechiela znajdziemy opis UFO”. Podsumowując dr Sładkowski stwierdza, że nie przedstawiono żadnego materialnego dowodu oraz, że „ jak z homeopatią, nikt nie udowodnił, że to działa, ale biznes to biznes”. Natomiast dr Borgieł uważa, że jest to mało prawdopodobne, ale nie niemożliwe. Pan Zagórski opowiada, jak to ludzie po kontakcie z UFO są bardziej otwarci na miłość, spokojni i obojętni na sprawy doczesne, i to w tym wszystkim jest najpiękniejsze. Poczym dodaje, że jego 16-to letnia córka nie chce by chodził na wywiadówki, bo się wstydzi tego, czym się zajmuje jej ojciec. Stwierdza też, że ludzie są „eksperymentem genetycznym kosmitów”, a istnienie inteligentnej cywilizacji nie wyklucza istnienia Boga, który stworzył ich, by oni stworzyli nas. „Oni nie są bogami, są tylko bardziej inteligentni.” Dla zainteresowanych podaje adres swojej strony internetowej (www.januszzagorski.pl).

Jednak najlepszym podsumowaniem są cytaty przytoczone przez Mikołaja: „Są rzeczy na niebie i ziemi, o których filozofom się nie śniło” i „ każda wysoko rozwinięta technologia jest nieodróżnialna od magii.” Natomiast prowadzący, pan Sebastian Minor zakończył debatę cytatem z „Mrówki Z”, kiedy patrząc na panoramę ogromnego miasta, jedna mrówka mówi do drugiej: „Myślisz, że poza nami istnieją jeszcze jakieś inteligentne istoty?” Poza tym, przytoczył film „Man In Black”, jako dowód na to, że rząd może maczać w tym wszystkim palce. I chociaż nie brzmiały jak słowa profesjonalisty, pozostaje wierzyć, że miała być to ironia.

Tags:

niedziela, Luty 14th, 2010 Bez kategorii Brak komentarzy

Kolejna stacja numeryczna

Wszyscy dookoła się kochają. Wszyscy wręczają sobie kiczowate słitaśne jak szlag różowiutkie serduszka. Wszyscy, jak na zawołanie, wyznają sobie miłość i trzymają się za rączki, by jutro o wszystkim zapomnieć.

A ja? Ja, człowiek serdecznie pierdolący wszelką komercję, szczególnie tą pseudomiłosną, i odcinający się jak się tylko da od sztuczności tego świata?

Ja znalazłem sobie ciekawsze zajęcie. Siedzę na globaltuners.com i bawię się odbiornikiem radiowym stojącym w Kristjanstad w Szwecji (niestety mój ulubiony odbiornik, znajdujący się w Wittingen w Niemczech, był wyłączony). I łapię kolejną stację numeryczną!

Jak zwykle, izraelski Mossad. Niby pierdoła, bo Mossad w porównaniu z innymi numerkostacjami dość łatwo złapać. Nadają alfabetem fonetycznym. Ale cóż to! Jakże piękna wpadka – dwie (jeśli nie więcej) transmisje prowadzone w tym samym czasie, i to na tej samej częstotliwości! Dokładnie 6840 kHz, transmisja(e) w trybie USB. Noc. 02:34 czasu polskiego. Transmisja(e) trwa(ją) do 02:50. W międzyczasie jeden z dwóch przekrzykujących się nawzajem głosów oznajmia „END OF TRANSMISSION” i się wyłącza, dalej nadaje sobie tylko jeden głosik solo.

Wpadka stacji numerycznej – rzecz na falach krótkich ekstremalnie rzadka! Co jak co, ale radiowców to Mossad powinien zmienić…

Naturalnie, jest nagranie. 🙂

Tags: , , , , , , , , , , , ,

niedziela, Luty 14th, 2010 Bez kategorii 2 komentarze

To będzie wyjątkowo mało paranormalny wpis… :P

Mam dość! Dość! Dosyć, qrfa!

Mam dość tej całej postepującej komercjalizacji miłości, która szczególnie przybiera na sile w okolicy dnia 14 lutego…

Mam dość tych wszechobecnych słitaśnych jak ch*j różowiuteńkich jak dupa niemowlaka serduszek z wypisanym na nich kiczowatym aj k*rwa law ju

Mam dość tego wyjątkowo mało ambitnego słodkiego jak cholera miłosnego disco polo…

Mam serdecznie dość tych podobnie jak serduszka wszechobecnych skutaszonych gołych i wesołych pedałków-kupidynków z wywieszonymi jajami, trzymających w łapskach plastikowe różowiutkie „szczałeczki” do „szczania”… czy tam do „szczelania”…

Mam dość mądrych i ambitnych jak piosenki Dody durnowatych pytań a’la a dlaczego nie poszukasz se dziewczyny… (bo k*rwa nie chcę, proste…)

Mam dość, mam dość, mam dość…!

Walę wasze tynki.

I niechże mnie ktoś spróbuje wyrwać ze snu w dniu 14 lutego – ręce i nogi powyrywam! 😛

Sory, ale od napisania powyższego nie mogłem się powstrzymać. No po prostu nie mogłem. I już. Mam dość „walniętych tynek” i towarzyszącej im komercjalnej otoczki. I w ogóle wszystkiego, co towarzyszy temu pseudoświętu, importowanemu z junejted stejts of emełrika.

Tags:

piątek, Luty 12th, 2010 Bez kategorii 3 komentarze