Archive for Grudzień, 2014

Czy w Orange pracują impotenci?

Nie bez powodu dałem taki nieco prowokacyjny tytuł. Tak, to będzie kolejna część epopei narodowej na miarę literackiego Skobla pod tytułem „Jak to Ivellios reklamował rachunek u pomarańczowego operatora”.

Zgodnie z tym, co było podane na stronie Orange Online, moja reklamacja rachunku opiewającego na kwotę 900 złotych miała być rozpatrzona do 15 grudnia – czyli do wczoraj. Reklamacja do teraz ma status „w toku”, a data zakończenia sprawy radośnie i z premedytacją wzięła i zniknęła.

W związku z tym wykonałem wczoraj telefon do Biura Obsługi Klienta, gdzie dowiedziałem się, że „sprawa może się okazać na tyle skomplikowana, że zgodnie z prawem jej rozpatrzenie może potrwać do 30 dni”.

Wspomnę tutaj, iż równie „skomplikowana” była sprawa reklamacji złożonej przez moją mamę rok temu – o czym pisałem w poprzedniej notce. Tam owe „komplikacje” nagle jak gdyby rozpłynęły się w powietrzu w momencie gdy mama uiściła całą widniejącą na rachunku kwotę. Operator niby uznał reklamację, a jak wyglądało odzyskiwanie – nie boję się użyć tego słowa – wyłudzonych pieniędzy, już mniej więcej wiecie…

Przeczytałem w wolnej chwili kilka wątków na forum Orange, dotyczących podobnych do mojego przypadków. Kwoty rzędu 1000, 2000, 7000, 9000, nawet 11 000 złotych, „nastukane” na różne sposoby – przekroczenie transferu, surfowanie po Internecie w smartfonie bez włączonej jakiejśtam usługi, błędna taryfikacja klienta przez operatora… wszystkie przypadki dużo poważniejsze od mojego, jeśli chodzi o kwoty na rachunkach. W większości przypadków sprawy udało się załatwić w przeciągu 2-3 dni.

A ja już czekam ponad tydzień. I co? I nic, ani me, ani be, ani kukuryku, a ja muszę się kisić na jakimś marnym Internecie na kartę. A teraz jeszcze każą mi czekać „do 30 dni”. R U Sirius, Orange?

Muszę zbierać materiały do pracy licencjackiej – a większość tychże w moim przypadku jest osiągalna tylko w Internecie. I żeby to wszystko pościągać, muszę raz po raz doładowywać konto i kupować pakiety transferu. Niby bzdet, jest teraz oferta 3 gigabajty za 3 złote na święta, więc można sobie hulać… no tak, tylko że skoro mam abonament to powinienem hulać w ramach abonamentu, a nie kupować i bez końca doładowywać karciaka tylko dlatego, że operator nie potrafi się uwinąć z rozpatrzeniem jednej głupiej reklamacji.

Czekam więc, aż „kochane” Orange się weźmie i nade mną, biednym niewinnym abonentem, w swojej wspaniałomyślnie wspaniałomyślnej litościwie litościwej litosnej litości się zlituje (tak, za dużo się kiedyś naczytałem Gombrowicza).

Wybaczcie ten twór językowy powyżej, pragnąłem jednak temu wyrazowi mojej frustracji nadać przynajmniej jakiś wymiar artystyczny 😉

Kończąc notkę, pozwólcie że wyjaśnię, skąd w tytule wzięło się słowo „impotencja” – ano stąd, iż błękitne kołnierzyki w Orange piep… yyy, tfu – *kochają* się z moją reklamacją już ósmy dzień, i jeszcze nie doszli… 🙂

Tags: , , , , , , , , , , ,

wtorek, Grudzień 16th, 2014 Bez kategorii Brak komentarzy

Nielimitowany Internet LTE w Orange? Nie do końca… – ciąg dalszy sprawy

Jako że moja poprzednia notka dotycząca astronomicznej jak na moje możliwości finansowe kwoty za korzystanie z Internetu LTE w Orange spotkała się z zainteresowaniem z Waszej strony, postanowiłem pociągnąć temat dalej.

Z dwóch złożonych reklamacji jedna zmieniła status na „zamknięte”, druga jest „w toku”. Jest to zrozumiałe, w końcu oba zgłoszenia (uczynione drogą telefoniczną oraz pisemnie w salonie) dotyczą tej samej sprawy.

Cały czas czekam na odpowiedź ze strony operatora, jak cała sprawa się zakończy. Z tego, co się dzisiaj dowiedziałem dzwoniąc do BOK wynika, iż do poprowadzenia mojej sprawy została wyznaczona odpowiedzialna za to osoba z działu reklamacji, więc odpowiedź powinna się pojawić do najbliższego poniedziałku.

W międzyczasie postanowiłem zajrzeć na forum Orange… i trafiwszy na temat ze skargami podobnymi do mojej złapałem się za głowę. Okazuje się, że mój przypadek jest, można by rzec, lajtowy, bowiem niektórym klientom system naliczył zużycie transferu na kwoty idące w tysiące złotych i dopiero po przekroczeniu 1000, 3000, 6000 a w jednym przypadku nawet 11 000 wysłał drogą SMS-ową powiadomienie o tym fakcie. Oczywiście większość reklamacji (nie wiem czy wszystkie, bo takich informacji na forum nie znalazłem) została rozpatrzona pozytywnie, mam więc nadzieję, że i w moim przypadku będzie podobnie.

Zastanawia mnie tylko ta przypadkowość progu, po przekroczeniu którego system wysyła SMS-a z  „żądaniem okupu” 🙂 i blokuje usługi.

Oczywiście zaliczki 600 złotych nie wpłacałem, tylko zgłosiłem reklamację właściwie prawie natychmiast po otrzymaniu SMS-a z informacją o blokadzie. Zastosowałem tu naukę wyciągniętą z przypadku mojej mamy, która dokładnie rok temu, również przed świętami, otrzymała rachunek opiewający na kwotę kilkukrotnie wyższą niż zwykle płaci.

Sprawa była o tyle „ciekawa”, że operator naliczył jej kilka razy więcej rozmów telefonicznych, do tego jakieś korzystanie z Internetu w smartfonie i inne cuda wianki. Szczególnie te dwa ostatnie szczegóły zdziwiły nas oboje – w smartfonie wszelkie połączenia internetowe były powyłączane, a usługi SMS Premium zablokowaliśmy u niej już parę miesięcy wcześniej po fali płatnych SMS-ów od jakichś wróżek zza siedmiu mórz.

Wtedy jednak sprawa nie wyglądała tak kolorowo, zanim załatwianie reklamacji po stronie operatora w ogóle ruszyło, minął już termin spłaty rachunku. Żeby uniknąć odsetek, mama zapłaciła całą sumę jaka widniała na rachunku. Nie pamiętam już dokładnie, ile to było, ale kwota również szła w setki złotych.

Po jakimś czasie przyszła odpowiedź z Orange – no faktycznie, kwota została niesłusznie naliczona, błąd był po naszej stronie, padamy na kolana, przepraszamy i płacząc rzewnymi łzami błagamy jaśnie wielmożną szanowną kochaną Panią Klientkę o wybaczenie!

No tylko że tutaj pojawiło się kolejne głośne „o curwa, ale kyrk”, a spowodowane to było propozycją ze strony operatora…

Zaproponowali mianowicie, że… usiądźcie wygodnie i weźcie trzy głębokie wdechy, i jeszcze raz, i jeszcze raz – no więc zaproponowali, że nie zwrócą wpłaconej kasy. Chcieli zastosować trik pod tytułem „aaa wiesz co Ty głu… yyy tfu szanowny kliencie, weźmiemy i zaliczymy Ci to w poczet przyszłych rachunków i wszyscy będą hepi, no już już, ciesz się że reklamacja rozpatrzona pozytywnie i więcej nie płakusiaj” <głaszcze po główce><operator przyjmuje minę a’la dobrotliwa babcia>.

Wówczas sprawa nie znalazła więc jeszcze swojego końca. Razem z mamą postanowiliśmy tego tak nie zostawiać i co prawda po długich bojach, ale jednak w końcu pieniądze odzyskaliśmy.

Jeśli mieliście lub macie podobną sytuację co ja obecnie i moja mama rok temu, pamiętajcie – natychmiast po otrzymaniu powiadomienia o nabiciu kosmicznej kwoty na rachunku i blokadzie usług składajcie reklamację i pod żadnym pozorem nie wpłacajcie żadnych zaliczek ani haraczy. Przecież to nie wasza wina, że operator ma burdel w systemie, którego nie potrafi ogarnąć… (co zresztą przyznają sami pracownicy Orange, również w nagrywanych rozmowach z klientami – widać oni też już mają tego wszystkiego serdecznie dość)

Tags: , , , , , , , , , ,

środa, Grudzień 10th, 2014 Bez kategorii Brak komentarzy

Nielimitowany Internet LTE w Orange? Nie do końca…

Tym razem postanowiłem przekopiować tutaj swoją najnowszą notkę opublikowaną na blogu DobrychProgramów.pl:

Od jakiegoś czasu nosiłem się z zamiarem założenia bloga na DP. Jakieś pomysły na tematy do omówienia w głowie mi świtały, jednak były one raczej powiązane z tematyką, którą na codzień się zajmuję – UFO i zjawiska paranormalne. Mógłbym pisać tutoriale czy jakieś inne teksty odnoszące się do programów do analizy EVP czy też rejestrowania duchów przy pomocy aparatów wbudowanych w smartfony i inksze urządzenia mobilne.

Aż tu nagle trafił mi się temat całkiem przyziemny, choć nie mniej eteryczny niż wspomniane duchy – mobilny Internet LTE. I tak jak duchy bywają ulotne, tak też zniknął mi Internet LTE i przez to chwilowo, korzystając z Internetu na kartę, surfując muszę bacznie obserwować licznik transferu…

Internet LTE zakupiłem w Orange w październiku, jeszcze przed wprowadzeniem promocji „LTE bez limitu”. Zakupiony przeze mnie pakiet, z tego co pamiętam, miał limit 36 gigabajtów, potem przeszedłem na wyższy w którym było 60 giga. Byłem bardzo zadowolony, Internet śmigał jak burza, a duży limit transferu pozwolił nawet na korzystanie z tego połączenia przez pozostałych członków rodziny.

Potem weszła promocja „LTE bez limitu”, która jak wiadomo ma trwać do końca marca 2015. Mając to na uwadze, zaczęliśmy radośnie szusować po Internecie pełną parą.

Mieszkam na przedmieściu Katowic, jestem w zasięgu LTE, również posiadany przeze mnie router Orange Airbox obsługuje tę technologię. Praktycznie cały czas urządzenie pokazywało, że jest połączone z siecią 4g.

Dla pewności sprawdzałem podawane przez router informacje – cały czas 4g, pełna prędkość, na stronie Orange Online licznik transferu ani drgnie, wszystko fajnie, pięknie, można szaleć.

I tak było do wczoraj. Nagle przychodzi do mnie SMS o następującej treści:

„Informujemy, ze koszt polaczen biezacych przekroczyl kwote 900 zl. Polaczenia wychodzace zostaly zablokowane do czasu wplaty zaliczki w wysokosci 600 zl. Orange”

Zdziwiony tym faktem, postanowiłem natychmiast wykonać telefon do Biura Obsługi Klienta celem wyjaśnienia sprawy. Tam dowiedziałem się, że transfer jakimś dziwnym trafem został wyczerpany i przekroczony. Dziwne, przecież spełniam warunki promocji „LTE bez limitu”, cały czas jestem w zasięgu LTE, korzystam z urządzenia obsługującego 4g, więc o co chodzi?

Później jeszcze, w myśl zasady „co na papierze to na papierze”, udałem się celem złożenia raz jeszcze reklamacji do najbliższego salonu Orange. Tam dowiedziałem się, że nie jestem sam i że już wcześniej zgłaszali się klienci, którym firma zafundowała podobny „prezent”.

Obecnie czekam na rozpatrzenie sprawy, jeśli będzie zainteresowanie z Waszej strony to będę informował w komentarzach lub kolejnych notkach, jak to wszystko się zakończyło.

Muszę powiedzieć, że nie jestem jakimś super heavy userem, który pobiera po kilkanaście gigabajtów plików dziennie. Wręcz przeciwnie, moje „osiągnięcia” w tym zakresie są bardzo skromne – zwykle pobieram i wysyłam góra kilkaset megabajtów, i tylko raz mi się zdarzyło przesłać w jedną stronę kilkanaście giga, była to jednak wyjątkowa sytuacja związana z przenosinami archiwum audycji mojego radia. Tak jak wspominałem wcześniej, spełniam wszystkie warunki promocji „LTE bez limitu”, więc limit na moim koncie nie powinien być naliczany. Jestem w stanie jeszcze zrozumieć przycięcie prędkości połączenia, ale przywalenie ni z gruchy ni z pietruchy abonentowi na rachunku kwoty, za którą mógłby wyżywić całą rodzinę, to gruba przesada.

LTE bez limitu… z limitem? Takie rzeczy (nie) tylko w Orange…

Tags: , , , , , , , , , , , ,

wtorek, Grudzień 9th, 2014 Bez kategorii Brak komentarzy

Najgorsze muzyczne doświadczenie w życiu

Wczoraj przeżyłem najgorsze doświadczenie muzyczne mojego życia. Udałem się mianowicie na jeden z koncertów organizowanych w ramach festiwalu Brand New Music, jaki odbywa się w Katowicach. Jest to festiwal promujący mało znanych kompozytorów muzyki współczesnej. Byłem już na innym koncercie we wtorek, i ponieważ mi się spodobało, postanowiłem pójść jeszcze raz, w czwartek, tym bardziej że miał wystąpić gość specjalny festiwalu, Helmut Lachenmann.

Szczerze? Teraz żałuję straconego czasu.

Ja rozumiem, że można robić takie czy inne eksperymenty muzyczne, no ale na Boga, są jakieś granice. O ile pierwszy utwór – wykonany przez trio z Krakowa – jeszcze jakoś brzmiał i dało się go słuchać, o tyle gdy na scenie pojawił się sam kompozytor mieniący się pianistą, moje bębenki z każdym kolejnym dźwiękiem coraz głośniej domagały się litości i tego, abym salę koncertową czym prędzej był opuścił.

W życiu nie słyszałem takiej pseudoaleatorycznej kakofonii. To, co zaprezentował Herr Lachenmann, i jak to zaprezentował (jak można wyjść na scenę w starym swetrze i przykrótkawych gaciach typu pedalskie rurki? Całości dopełniała broda jegomościa, równie dziadowska jak jego muzyka), wołało po prostu o pomstę do nieba. Wszystko sprawiało wrażenie wystukiwania na klawiszach przypadkowych dźwięków, po których kompozytor sprawdzał, jak będą rezonować różne struny fortepianu.

Uff, wreszcie ten dziad skończył. Kilkanaście minut intensywnego napierdalania chuj wie czego chuj wie jak chuj wie w jakiej kolejności chuj wie po co to zdecydowanie za dużo.

I już miałem wyjść, gdy nagle na scenie szybciutko pojawił sie trzeci wykonawca, również pianista, również mający zagrać jakiś utwór Lachenmanna. To był dopiero koszmar! To samo, co w poprzednim utworze, plus granie całymi łokciami i szarpanie paluchami za struny fortepianu. I tak dobre dwadzieścia minut z kawałkiem.

Szczerze powiedziawszy to wszystkie „utwory” pana Lachenmanna powinny nosić wspólny tytuł: „Jak łatwo szybko i przyjemnie uszkodzić instrument i przy okazji wkurwić niemiłosiernie swoich słuchających”. Sądząc po rozlegających się raz po raz niewybrednych komentarzach oraz trzaskaniu drzwiami, wszyscy bez wyjątku mieli ochotę wyjść i tylko przez grzeczność pozostali na sali i wysłuchali do końca tego wątpliwej jakości i wartości artystycznej „kącertó”. Przecież „granie” takiego „czegoś” to totalny brak szacunku do instrumentu i słuchaczy. Szkoda w ogóle instrumentu niszczyć taką wandalską kakofonią.

Dzisiaj na plakacie przeczytałem ze zgrozą, że Lachenmann będzie prowadził warsztaty kompozytorskie, a wieczorem zagra kolejny koncert… ciekawe, czy w ogóle ktokolwiek na to coś przyjdzie…

Nigdy więcej Lachenmanna. Nigdy więcej niemieckiej muzyki współczesnej. Nigdy więcej, Scheisse!

Tags: , , , , , , , , , , , , , ,

piątek, Grudzień 5th, 2014 Bez kategorii Brak komentarzy