urodziny

Twarzoksiążkowym urodzinom mówię NIE!

Urodziny, urodziny, urodziny… miałem. Podobno miałem. Niedawno. Pod koniec stycznia stuknęła mi dwudziestka siódemka.

Ale jakoś nie lubię tego dnia. Nie lubię obchodzić urodzin. Te sztuczne uśmiechy od wszystkich, nieszczere życzenia wszystkiego, takie wymuszone „wszystkiego najlepszego z powodu tego, że się zestarzałeś, stówa stary”…

A w internetowej sferze życia – cała tona tego pieprzonego urodzinowego spamu!

Żeby więc uniknąć przynajmniej jednego z tych nielubianych przeze mnie aspektów zbędnego świętowania starzenia się co rok, wyłączyłem pokazywanie mojej daty urodzin na Facebooku (na NK się nie da, jednak tym się jakoś specjalnie nie przejmuję – od dawna tam już prawie nikt z moich znajomych nie zagląda).

Jeszcze rok temu miałem skrzynkę i tablicę zawaloną toną życzeń, jakichś zasranych miśków, różyczków i innych brokatowatych kiczusio-serduszków od nie wiadomo kogo. Większość – skserowana z netu metodą Copy-Paste’a. Fuj! Bleh! Żeby chociaż „życzący” wykazali przynajmniej odrobinę oryginalności. Ale nie, po co… (swoją drogą, Facebook teraz automatycznie wkleja standardową treść życzeń w tej liście świętujących danego dnia znajomych w menu po prawej – jasne, pewnie, na portalu sami analfabeci i pierdolone lenie, którym nie chce się napisać własnoręcznie kilku słów)

A teraz? Czyściutko. Tylko to, czego chciałem – życzenia tylko od kilku osób, z neta i z reala, które można policzyć na palcach jednej ręki, a które naprawdę o mnie pamiętają i nie musi im o niczym Facebook przypominać.

A pozostałym najbardziej popieprzona społecznościówka świata już o niczym z mojej strony nie przypomni. Cóż… 🙂

Tags: , , , , , ,

sobota, Luty 7th, 2015 Bez kategorii Brak komentarzy

Chopina wszędzie pełno… czy nie zbyt pełno?

Daliby spokój temu Chopinowi. Rozumiem, że Rok Chopinowski i dwusetna rocznica urodzin – ale do cholery, to co się teraz wyprawia, może mieć efekt odwrotny do zamierzonego.

Gdzie nie spojrzysz – Chopin. Gdzie nie posłuchasz – Chopin. Gdzie nie dotkniesz – Chopin. Chopin, Chopin, Chopin, Chopin, Chopin, Chopin, wszędzie Chopin! Na śniadanie Chopin, na obiad Chopin, na podwieczorek Chopin, a na kolację – dla odmiany – Chopin.

Przez takie ciągłe, nachalne wręcz wciskanie gdzie popadnie polonezów, mazurków i innych fryckowych akcentów, zamiast coraz bardziej ludzi zainteresować Chopinem, poprzez ciągłe wciskanie go wszędzie gdzie się da mogą sprawić, że Frycek wielu osobom po prostu weźmie i się znudzi…

Rok temu był Rok Karłowiczowski. Czemu obchodów jego rocznicy śmierci nie zorganizowano z podobną pompą? Czy poza szkołami, którym Karłowicz patronuje, oraz poza jakimiś pojedynczymi instytucjami organizującymi koncerty, ktoś zrobił cokolwiek? Nie wydaje mi się. Dzisiaj jak pytam ludzi czy wiedzą, kim był patron mojej szkoły, najbardziej optymistyczna odpowiedź brzmi „ymmm… em… hm… kompozytorem… dobrze mówię?” -,-

Podobnie zresztą jest z odpowiedzią na pytanie typu „wymień jakichś kompozytorów polskich”. Najczęściej słyszę tylko jedno nazwisko – Chopin. No, może jeszcze ewentualnie ktoś coś bąknie o Pendereckim. A Karłowicza, Wieniawskiego, Lutosławskiego, Szymanowskiego i innych to pewnie cicia papoł (= kot zjadł).

Sorry, Frycek, ale czuję, że musiałem, po prostu musiałem to napisać. Po prostu pewni dużo wyżej ode mnie stojący w hierarchii kulturalnej ludzie w tym kraju sprawili, że mi się przejadłeś Ty i Twoja muzyka.

Tags: , , , , , , , , , , ,

poniedziałek, Październik 25th, 2010 Bez kategorii Brak komentarzy