badania

„Masz zamknięty umysł, niegodziwcze!” – czyli słów kilka o internetowych ekspertach od niczego

Zjawiskami paranormalnymi interesuję się już od dzieciństwa. Zaczęło się w czasach, gdy o Internecie najstarsi górale nie słyszeli – sięgałem wówczas po książki Lucjana Znicza, Arnolda Mostowicza, czasem też po prasę ezoteryczno-paranormalną. Była to fascynująca lektura – autorzy podchodzili do poruszanych przez siebie tematów z możliwie największym profesjonalizmem. Dążyli do wyjaśnienia opisywanych spraw, unikając przy tym podsuwania czytelnikom teorii wziętych „z powietrza” i usilnego wmawiania ludziom, że to, w co do tej pory wierzyli, to bzdura.

Wiele lat później powstał Internet – medium umożliwiające dotarcie do czytelnika w niewiarygodnie szybki sposób i stwarzające niepowtarzalną możliwość wymiany poglądów na grupach dyskusyjnych, a później – tysiącach for internetowych.

Internet jednak „przytaszczył” ze sobą pewien problem. Jest nim mianowicie trudność w zweryfikowaniu większości podawanych za jego pomocą informacji oraz łatwość w kreowaniu fikcyjnej osobowości i udawania kogoś, kim się tak naprawdę nie jest. Niezwykle trudno jest na przykład stwierdzić z pewnością, czy obserwacja UFO na drugim końcu świata naprawdę miała miejsce, czy może ktoś przypadkiem robi nas w bambuko, oraz czy osoba podająca się za znawcę i eksperta w danej sprawie naprawdę nim jest.

Dość znany przykład „udawanej osobowości naukowej” mieliśmy na anglojęzycznej Wikipedii, gdzie kilka lat temu jeden z najbardziej zaangażowanych użytkowników przyznał się, że tak naprawdę nie jest „doktorem na uczelni XXX” i że tylko „przykleił” sobie DR przed nazwiskiem.

Żeby jednak zdobyć w Internecie poważanie, wcale nie trzeba sobie doklejać do nazwiska tytułu naukowego…

Przeglądając zasoby Internetu, współtworząc jego małą cząstkę (administracja Paranormalium i moderacja na forum paranormalne.pl) i poznając możliwości, jakie ze sobą niesie to niepospolicie szybkie medium wymiany informacji i poglądów, zauważyłem zjawisko co najmniej niepokojące. Jest nim mianowicie łatwość, z jaką można zdobyć w nim uznanie i „renomę”. Wystarczy przecież zarejestrować się na takim czy innym forum internetowym o tematyce, w której wydaje ci się (tak, WYDAJE), że jesteś obeznany, i że owo obeznanie (pozostające często tylko obeznaniem w cudzysłowie) pozwala ci brać udział w dyskusjach i zakładać kolejne tematy. Teraz wystarczy, że ktoś się z tobą zgodzi – najlepiej kilka osób. Po jakimś okresie udzielania się na forum (często udzielaniu się towarzyszy zbieranie „punktów reputacji” czy jakiejś innej wirtualnej nagrody za aktywność, przyznawanej przez użytkowników) zaczynasz uchodzić za eksperta.

A, jeszcze taki szczegół – profil na YouTube mile widziany, obowiązkowy wręcz! Wszak swoje tezy trzeba czymś poprzeć – najlepiej filmikiem zawierającym jakąś animację, grafikę, nagranie wideo, etc. Tak, żeby przyciągnąć uwagę dyskutujących w możliwie największym stopniu.

Na tym etapie pisania coraz bardziej wydaje mi się, że ten tekst zamieni się za chwilę w kolejny artykuł o dezinformacji – ale przecież często w taki właśnie sposób działają dezinformatorzy, zwykle nie zdający sobie sprawy ze szkodliwości swojej działalności i mający mylne przeświadczenie o własnej nieomylności.

Teraz szybkie spojrzenie na najpopularniejsze polskie fora o tematyce około- i paranormalnej. Jednymi z najczęściej poruszanych tematów są te o Nowym Porządku Świata, ataku na World Trade Center oraz te o supertajnej amerykańskiej broni HAARP. Wszędzie trafisz na tematy o tym, że rząd USA czy tajny Klub Bildeberg próbują przejąć władzę nad światem, że w WTC podłożono bomby, a Usama Ibn Ladin jest niewinny, a ostatnio – że przyczyną tragicznych w skutkach trzęsień ziemi w Chile i na Haiti jest supertajna amerykańska broń HAARP, która jest tajna (a może i nie), swoim działaniem łamie prawa fizyki, a wszyscy, którzy o niej wiedzą (oh, pardon! WIEDZIELI), już dawno wąchają kwiatki od spodu.

Jednym z dłużej utrzymujących się przy życiu gorących tematów była sprawa komety Schwassmann-Wachmann 3, która w 2006 roku podzieliła się na fragmenty, a jeden z nich – kawał kosmicznego śmiecia wielkości ciężarówki – miał uderzyć w Ziemię. Temat podchwycił Eric Julien, były francuski kontroler wojskowy. Gość ów założył stronę internetową zatytułowaną „Jak przeżyć 26 maja 2006 roku”, na której publikował kolejne, coraz to dłuższe artykuły i przedstawiał obszerne analizy mające potwierdzać „nieuchronną katastrofę, która może zrujnować życie na Ziemi”. Pomogło mu w tym wiele osób, które uwierzyły w prezentowane przez niego rewelacje i nawet tłumaczyły na inne języki treści umieszczane przez Juliena (również na język polski). Rozpętała się, można by rzec, ogólnointernetowa wrzawa, która na chwilę przyćmiła nawet rewelacje o roku 2012 prezentowane przez Patricka Geryla!

Minął 26 maja 2006 roku. Dzień jak co dzień, nic specjalnego. Mijały kolejne dni. I nic, jedno wielkie nic. Forum na stronie Erica Juliena powoli traciło użytkowników. I nagle – ejże, co się dzieje? Forum zostało shackowane! Parę godzin później okazało się, że jakiś cieć malinowy usunął z niego wszystkie posty. Ktoś próbuje ukryć prawdę i nie dopuścić do tego, by ludzkość dowiedziała się o nadchodzącej zagładzie! Tylko kto by tego chciał? Czyżby rząd USA, a może tajny klub Bilderberg? Takie i podobne podejrzenia sprawiły, że sprawa komety Schwassmann-Wachmann 3 (która już dawno ominęła Ziemię, nie czyniąc jej większej szkody) znów odżyła – na szczęście, tylko na chwilę, by w końcu ucichnąć.

Podobnie ma się sprawa z filmami udostępnianymi w serwisach typu YouTube – masa tekstu, zbliżenia, zwolnienia, strzałeczki, kropeczki, animacje, fachowe pojęcia, itd. Często zdarza się, że autor filmiku czy jakiegośtam innego materiału przytacza w nim wszystkie ewentualne wątpliwości, jakie przyjdą mu do głowy, po czym każdą z nich usiłuje rozwiać. Wszystko po to, by przekonać oglądającego i uczestniczącego w dyskusji do stawianych przez autora stwierdzeń. Użytkownicy często jarają się tym, co widzą i czytają, i nabierają przekonania, że ktoś przekazuje im pilnie strzeżoną tajemnicę.

Masz zamknięty umysł, niegodziwcze!

Co jest szczególnie denerwujące to to, że tacy „poszukiwacze prawdy” często operują dużą ilością pojęć naukowych, których – jak się później okazuje – sami nie rozumieją. Zupełnie jak w pewnym śląskim dowcipie, w którym sztygar przychodzi do górników i prawi im homilię pod tytułem: „Suchejcie górniki, te kiere mie rozumiom to som ludzie inteligentne, a te co mie nie rozumiom to mie mogom w dupa pocałować i vice versa!”. Często osoba naprawdę obznajomiona z poruszaną tematyką, ujrzawszy dzieło „poszukiwacza prawdy”, puka się w czoło, stwierdzając ze zgrozą, że delikwent nie posiada nawet elementarnej wiedzy na temat tego, o czym pisze.

Tacy ludzie, o ile udzielają się na forach od dłuższego czasu i zgadza się z nimi całkiem spora grupa użytkowników, po pewnym czasie zaczynają uchodzić za ekspertów. Z czasem zakładane przez nich tematy zaczynają być coraz dłuższe i zawierać wykresy, analizy, wyjaśnienia, dlaczego tak a nie inaczej, pojawia się w nich również bardzo dużo naukowego i pseudonaukowego slangu i określeń typu „nauka sprzed kilku lat jest przestarzała” bądź „najnowsze odkrycia są ukrywane”. Wszystko po to, żeby tekst był długi i brzmiał mądrze, gdyż wówczas szansa na przekonanie do swoich racji zwykłego chlebojada niepomiernie wzrasta.

Pojawia się odpowiedź. Zawiera jakieś wątpliwości. Alarm, alarm, potrzebna interwencja! Autor tematu więc odpisuje i wszelkie wątpliwości usiłuje rozwiać. Pojawiają się kolejne odpowiedzi, dyskusja się rozwija. Ktoś przytaknie, ktoś coś potwierdzi „na podstawie własnych doświadczeń”, ktoś stwierdzi, że „jest ok., ale…”. Generalnie do tego momentu większość dyskutujących zgadza się z autorem tematu.

Nagle jednak pojawia się element wielce niepożądany – osoba, która ośmiela się wyrazić zdanie zgoła odmienne od tego wyznawanego przez „eksperta” i „poszukiwaczy prawdy”. Przedstawia swoje wątpliwości, wytyka „ekspertowi” błędy, pomyłki, prostuje jakieś informacje. Często ów „element” ma rację w danej sprawie lub przynajmniej jest bardziej od „eksperta” obeznany w poruszanym temacie.

W odpowiedzi na „wybryk” „elementu” „ekspert” i „poszukiwacze prawdy” przypuszczają atak. W ruch lecą ostre słowa, a niejednokrotnie wręcz inwektywy i wulgaryzmy, a „element” dowiaduje się, że ma zamknięty umysł, jest głupi, nic nie wie i wierzy w „oficjalną (czytaj: kłamliwą jak szlag) wersję wydarzeń”. No, może jeszcze tego, że ma nadmuchane ego i ze swoim poziomem wiedzy (która w opinii „eksperta” jest „brakiem elementarnej wiedzy”) powinien spadać na drzewo i banany prostować.

Ogólnie rzecz ujmując, jeśli jesteś takim właśnie „elementem”, który naprawdę coś wie i chce wnieść do dyskusji coś nowego, to jeśli trafisz na forum opanowane przez jednego lub kilku „ekspertów”… to zginiesz marnie, przytłoczony masą pseudoargumentów i obrzucony stekiem „mądrych” bzdur…

Sytuacja wygląda podobnie w przypadku wielu blogów i stron internetowych. Tu również właściciel może dowoli publikować stworzone przez siebie treści i wyrosnąć na „eksperta w dziedzinie”, tworząc przy tym wrażenie, że przekazuje czytelnikom pilnie strzeżony sekret, za ujawnienie którego grożą poważne konsekwencje. Właściciel bloga ma w ręku również przepotężne narzędzie – panel do moderowania komentarzy. Jeśli któryś komentarz się nie spodoba, można go usunąć lub zedytować. Można go też zatwierdzić – najwyżej autor bloga bądź też jego czytelnicy zjadą autora takiego komentarza jak psa.

Sztuka filtrowania bzdur

Pisząc ten artykuł, bynajmniej nie mam zamiaru dyskredytować tych, którzy udzielając się na forach dyskusyjnych i stronach internetowych przekazują naprawdę wartościową wiedzę, popartą solidnymi argumentami, i są naprawdę obznajomieni z poruszaną tematyką. Takich osób – dzięki Bogu! – jest naprawdę sporo i chwała im za to, co robią.

Niestety, ich praca spotyka się z zainteresowaniem dużo rzadziej, niż „dokonania” „ekspertów” piszących o teoriach spiskowych i „ukrywaniu prawdy”. Zwykle dyskutant naprawdę mający pojęcie na dany temat jest w dyskusji pomijany, gdyż prezentowane przez niego poglądy i treści mijają się z tym, w co wierzy większość użytkowników. For, na których ta sytuacja jest zgoła odmienna, jest niestety niewiele – najczęściej są to fora, które spokojnie można nazwać elitarnymi z uwagi na mniejszą popularność i małą ilość piszących na nim użytkowników. Fora dużo popularniejsze oblegane są zwykle przez „neokidziarnię”, która „prawdę” prezentowaną przez „ekspertów” przyjmuje za dobrą monetę, a wszystko, co stoi w sprzeczności z ową „prawdą” (nawet jeśli są to dobrze ugruntowane fakty), stanowczo odrzuca.

Przeglądając strony i fora dyskusyjne, szczególnie te najpopularniejsze, musimy umieć oddzielić prawdę od „prawdy”. Nie wolno nam przyjmować wszystkiego za pewnik. Filtrowanie oczywistych bzdur to w Internecie sztuka niełatwa, gdyż często dajemy się zwieść osobom wymądrzającym się na jakiś temat, o którym tak naprawdę nie mają zielonego pojęcia. Warto, w miarę możliwości, zajrzeć do fachowej literatury i w ten sposób sprawdzić, czy autorzy czytanych przez nas treści w ogóle wiedzą, o czym piszą – najczęściej tylko w ten sposób uda nam się oddzielić prawdę od „prawdy” i wyłowić z internetowego morza informacji rzeczy naprawdę ciekawe, dobrze ugruntowane i warte uwagi.

Tags: , , , , , , , , , , , , , ,

piątek, Kwiecień 16th, 2010 Bez kategorii 2 komentarze

Nautilus sypie banami…

Pamiętacie notkę o „UFO”, które prawdopodobnie zostało zrobione z baloników?

Ostatnio na forum Nautilusa jeden z użytkowników zapodał linka do notki na moim blogu. Oczywiście musiał się natrudzić i użyć „skracacza”, bo automatyczny cenzor wyciął „.paranormalium.” z adresu (wniosek z tego, że na forum Nautilusa nie można nawet podać nazwy jakiejkolwiek strony o zjawiskach paranormalnych i/lub krytykującej FN). Zapodawszy linka, poprosił Fundację Nautilus o skomentowanie sprawy.

I co dostał?

BANA NA KONTO

A w powodzie napisane: „Celowe zamieszczenie na forum linka do strony szkalującej Fundację Nautilus

A więc dla „nautilian” krytyka = niedozwolone szkalowanie dobrego imienia FN…

Potwierdza się po raz kolejny, że użytkownik, rejestrując się na forum Nautilusa, ma jedno prawo – zgodzić się z FN i przyjąć do wiadomości głoszoną przez nich jedynie słuszną wersję wydarzeń w danej sprawie. Wszelka, choćby najmniejsza krytyka działań FN uznawana jest za „karygodne szkalowanie”, a w odpowiedzi na nią konto użytkownika jest blokowane. Zamiast odeprzeć atak i odpowiedzieć na krytykę, „nautilianie” łatwo, szybko i przyjemnie wlepiają delikwentowi bana.

Fundacja Nautilus. „Poważna” organizacja „badawcza”. Z „dobrym” „imieniem” i „reputacją”.

To właśnie między innymi z powodu alergii na krytykę i niemożność uszanowania czyjegoś odmiennego stanowiska do takich „organizacji” „badawczych” jak FN odnoszę się z największą pogardą.

Tags: , , , , , , , , ,

środa, Marzec 17th, 2010 Bez kategorii 7 komentarzy

„UFO nad Polską” – czyli jak łatwo, szybko i przyjemnie zrobić z siebie pośmiewisko

Parę dni temu na Paranormalium jeden z użytkowników podał linka do filmiku mającego rzekomo przedstawiać UFO przelatujące gdzieśtam nad Polską (http://www.youtube.com/watch?v=_e7dLhZK3iQ, cały temat o filmie jest tutaj). Filmik, oczywiście, sygnowany „Fundacja Nautilus” i opisany jako prawdopodobnie „jedno z najlepszych ujęć UFO na świecie”. Postanowiłem się przyjrzeć bliżej temu „debeściakowi”…

Zrobiłem małe dochodzenie. Wziąłem jeden kadr z filmiku, na którym obiekt widać najwyraźniej:

Przyjrzałem się bliżej i pierwsze, co mi się nasunęło na myśl, to gitara. Poszukałem więc w Googlu jakichś obrazków przedstawiających baloniki w kształcie gitary, i znalazłem:

Weźmy zwiążmy ze sobą kilka takich gitarek…

Naturalnie, wszystkie wypełnimy helem – coby latanie nad naszą polską ziemią lekkim im było. Oto jak nasze gitarki będą wyglądały chwilę po wypuszczeniu „na pole”:

Let them fly! Po chwili, po wypuszczeniu gitarek w powietrze, będą wyglądały tak:

I oto mamy „prawdopodobnie jedno z najlepszych ujęć UFO”! Wystarczy jeszcze sfilmować całokształt dupiatą kamerką i potrząść przy tym ręką, coby zwykły chlebojad, oglądając nasze arcydzieło, nie zorientował się, co to jest.

Nautilus już chyba nie wie, jak się ośmieszyć (i przy okazji – o zgrozo! – wystawić na posmiewisko wszystkich polskich ufologów). Zwykłe poszukiwanie bardzo taniej sensacji.

Niechże mi jeszcze kiedyś ktoś powie, że Nautilus jest rzetelną i poważną grupą badawczą dążącą do wyjaśnienia zjawisk paranormalnych – a przyrzekam, śmiechem zastrzelę!

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , ,

sobota, Luty 27th, 2010 Bez kategorii 9 komentarzy

Admina Paranormalium przygody „dezinformacyjne” i Nautilian alergia na krytykę z obiektem ze Zdanów w tle

Jakiś czas temu, tuż po udanej debacie ufologicznej w Katowicach (która odbyła się 14 grudnia 2009 na terenie Akademii Ekonomicznej), napisałem artykuł, który stanowił swego rodzaju podsumowanie wygłoszonej tam przeze mnie krótkiej prelekcji. Był to artykuł traktujący o dezinformacji w polskiej ufologii. Najpierw krótko zdefiniowałem, co należy rozumiec pod pojęciem „dezinformacja”, po czym przystąpiłem do podawania przykładów spraw, przy których moim zdaniem na pewno doszło lub mogło dojść do dezinformacji.

Jedną z takich wątpliwych spraw była sprawa tzw obiektu ze Zdanów – dziwnego latającego przedmiotu, zaobserwowanego rzekomo w roku 2006 nad miejscowością Zdany. Sprawą zajęła się Fundacja Nautilus, kierowana przez Roberta Bernatowicza. Opisując pokrótce sprawę, przytoczyłem pewne wątpliwości i niedociągnięcia zaobserwowane przeze mnie i innych badaczy niezwiązanych z Fundacją Nautilus.

Jedną z podniesionych wątpliwości był fakt, że „test z miskami”, zamiast ludzi niezwiązanych z Nautilusem, wykonali sami członkowie Nautilusa, którzy nie mieli żadnej motywacji w tym, by rozstrzygnąć, czy był to obiekt pochodzenia pozaziemskiego czy też dwie miski typu salaterki połączone taśmą hydrauliczną. O innych wątpliwościach nie będę się tu rozpisywał – każdy zainteresowany może się z nimi zapoznać w artykule.

Krótko po publikacji artykułu otrzymałem emaila od pani Małgorzaty Żółtowskiej z Nautilusa z prośbą o przeredagowanie artykułu, gdyż pewne jego fragmenty „godziły w dobre imię osoby prawnej jaką jest Fundacja Nautilus” (swoją drogą, ciekawe kto przyznał Nautilusowi status „organizacji pożytku publicznego” w momencie gdy ta organizacja nie prowadzi żadnej pomocy charytatywnej ani czegokolwiek podobnego – IMO organizacje badające zjawiska paranormalne nie powinny pobierać „jednego procenta”, tylko czerpać finanse z innych źródeł). Artykuł zedytowałem więc, posyłając później emaila ze stosowną informacją.

W odpowiedzi dostałem wiadomość tak długą, że możnaby z niej zrobić książkę! Pani Żółtowska pokrótce opisała różne aspekty sprawy obiektu ze Zdanów, objaśniając przytem kwestię dwóch sklejonych misek i poruszając kwestię szefa łotewskiej grupy Necton (który miał być skonfliktowany z grupą badawczą, do której wcześniej należał, i stąd miało wynikać jego negatywne nastawienie do Nautilusa i sprawy UFO ze Zdanów – choć osobiście wątpię, jakoby ta kwestia wnosiła cokolwiek do sprawy „miskowatego UFO”). Przeczytawszy emaila, byłem bardzo kontent, widząc, że otrzymałem tak długie i szczegółowe wyeksplikowanie (po naszemu objaśnienie) wielu budzących wątpliwości wątków związanych z obserwacją w Zdanach. Gdy jednak zajrzałem na stronę Nautilusa, byłem rozczarowany, ponieważ żadnego z przytoczonych przez panią Małgorzatę wyjaśnień tam nie było! Dopiero kilka dni temu w artykule „jubileuszowym” pan Bernatowicz wspomniał coś o „wpienionym facecie z nitkami”, nie precyzując jednak, kogo ma na myśli.

Kilka dni temu w Paranormalium wyraźnie wzrosła aktywność czytelników Nautilusa, którzy za cel ataku obrali sobie moją osobę i artykuł o dezinformacji. Podjąłem więc dyskusję z nimi, wyjaśniając, dlaczego w sprawie Zdanów zachowuje tak duży sceptycyzm. W międzyczasie zarejestrowałem się na forum Fundacji Nautilus.

Przeglądając forum Nautilusa, natknąłem się na temat o Zdanach (o dziwo w dziale ukrytym dla niezalogowanych użytkowników – zauważyłem ponadto, że w tematach w tym dziale założonych często padała krytyka pod adresem FN – ale to już sprawa na zupełnie innego bloga), nie omieszkałem więc zajrzeć doń, a przejrzawszy go postanowiłem coś niecoś napisać.

Na sugestię, że test z miskami w Zdanach powinna przeprowadzić jakaś instytucja niezależna od Nautilusa (jak wspomniałem wcześniej, test taki wykonali tylko nautilusowicze), otrzymałem niezbyt grzecznie sformułowane pytanie „A jaką to ty organizację uznajesz za niezależną?” (tu padło kilka nazw)

W dalszym toku dyskusji wytknąłem Nautilusowi pewne nieścisłości przy badaniu sprawy Zdanów. Na to moderator zaraz rzucił tekstem, że „krytyka bezpodstawna, proszę wrócić do tematu” (kiedy ja cały czas pisałem na temat – w końcu wytykanie nieścisłości bynajmniej nie stanowi wytwarzania offtopa). W końcu kilka postów później tenże sam moderator napisał prośbę, aby wszelkie wątpliwości ws Zdanów wyjaśniać… drogą emailową – bo na forum lepiej nie, bo cośtamcośtamcośtam. Przepraszam bardzo, ale chyba po to jest forum, żeby to na nim wyjaśniać wątpliwości, a nie prosić o wyjaśnienia na emaila…

Napisałem w temacie kolejnego posta, że po to jest forum, żeby to na nim wyjaśniać pewne sprawy, a nie kazać userom pisać emaile. Parę godzin później chciałem zajrzeć i popatrzeć, co w temacie słychać – a tu komunikat o dożywotnim banie, a w powodzie napisane, że „pańska działalność ograniczyła się do siania zamętu na forum, proszę to robić na onecie a nie u nas”.

Nawiasem mówiąc, kolega z forum paranormalne.pl miał to samo – skrytykował Nautilusa w innej sprawie, wytknął jakieś nieścisłości itd. I też skończyło się niemal natychmiastowym banem za „oczernianie Nautilusa”.

Tak więc, dla Nautilusowiczów krytyka = oczernianie i sianie zamętu. Nie wiem jak z „Nautilianami” jest w realu, ale obserwując serwis Nautilusa i ich forum (i to co się tam dzieje) doszedłem do wniosku, że ta organizacja ma alergię na jakąkolwiek krytykę. Każde wytknięcie jakiejkolwiek nieścisłości, każda krytyka, nawet drobna uwaga – kończy się soczystym tekstem ze strony któregoś z członków bądź czytelników FN lub blokadą konta na ich serwisie.

A prośba o wyjaśnianie wątpliwości drogą emailową to już w ogóle IMO jeden wielki śmiech na sali.

Fundacja Nautilus mieni się poważną organizacją badawczą. Moim zdaniem poważna organizacja badawcza zajmująca się zjawiskami paranormalnymi, chcąc w sposób rzetelny i wiarygodny badać poruszane przez siebie sprawy, powinna dopuszczać różne opcje, niekoniecznie te idące w zgodzie z wyrażanymi przez swoich członków poglądami. Co się tyczy eksperymentów, najlepiej byłoby, gdyby FN w każdym przypadku zlecała wykonywanie co najmniej dwóch eksperymentów – jeden prowadzony przez własnych członków, drugi – przez ludzi niezwiązanych z Nautilusem. Wyniki eksperymentów powinny być natomiast konfrontowane, np na łamach strony internetowej.

Niestety, Nautilus postępuje w sposób zgoła odmienny – sami wszystko badają, sami wyciągają wnioski i nie dopuszczają żadnej innej opcji, a na wszelką krytykę czy uwagi reagują w sposób wręcz alergiczny, najczęściej banując użytkowników forum wyrażających „lewomyślne” poglądy. W mojej opinii nazywanie tak działającej organizacji poważną wydaje się co najmniej nieuzasadnione, sama zas organizacja nie ma według mnie moralnego prawa pobierać „jednego procenta” – jeśli mam wybór, czy odpisać 1% na organizację charytatywną pomagającą chorym ludziom, czy na organizację „paranormalną” głoszącą w poruszanych przez siebie sprawach „jedynie słuszne poglądy”, zdecydowanie wybieram to pierwsze.

Tags: , , , , , , , , , , ,

sobota, Styczeń 16th, 2010 Bez kategorii Brak komentarzy