muzyka

Popek jełopek i jego naśladowcy bombowcy

W ostatnich dniach przez cały polski Internet niczym nawałnica w wakacje przelewają się setki, tysiące, zaraz będą miliony wpisów z mordą pewnego Karolka z niewiadomokąd, który oszpecił się do końca życia tylko po to, by upodobnić się do swojego ulubionego rapera (?) Popka.

Oczywiście w ślad za tym debilem poszli następni. I tak już mamy w naszym pięknym jak srajtaśma i smutnym jak dupa kraju kilku, a może nawet kilkunastu nowych Popków, którzy – pokazując na ulicy swoje zjebane i oszpecone ryje – kurwy, chuje i czasownik „jebać” wstawiają zamiast spacji i przecinków.

Ludzi już chyba do reszty pogięło. Jak to możliwe, żeby taka tandeta, taki kicz, gówno i głupota stały się tak bardzo popularne i tak mocno wryły się w umysły, szczególnie młodych, ludzi?

Ja się pytam, jak można być takim głupim cieciem malinowym żeby zedrzeć sobie z mordy kawał skóry, wycierpieć przez to katusze i przelać tonę krwi, tylko po to, żeby upodobnić się do jakiegoś debila, który to nawet wysłowić się nie potrafi…

Pizda na głowie pi-pi-pizda na głowie, co stara powie co-co-co stara powie
Pizda na ryju pi-pi-pizda na ryju, krew myju myju kre-kre-krew myju myju

Tags: , , , , , , , , , , , , ,

poniedziałek, Lipiec 13th, 2015 Bez kategorii Brak komentarzy

Kulturalny klarnecista

Ten wpis będzie odmienny od pozostałych, bowiem tym razem podzielę się pewną zabawną historią muzyczną, na dodatek z morałem! Ekhem, ekhem, zaczynamy…

Wśród muzyków grających w orkiestrach na instrumentach dętych krąży ciekawa, a przy tym dość zabawna anegdotka na temat jednego wyjątkowo dobrze wychowanego klarnecisty.

Historia wygląda następująco:

Jest sobie próba orkiestry. Grają jakiś koncert klarnetowy. Wszystko fajnie, pięknie i w ogóle super, tylko że jest jeden poważny, pozornie trudny do przeskoczenia problem: solo klarnetowe jest rozpisane na kilka stron i trzeba przewracać kartki. No więc klarnecista gra, gra, gra, przerywa, przewraca kartkę i gra dalej. Dyrygent każe jednak powtórzyć ten fragment. Klarnecista gra więc jeszcze raz, przerywa, przewraca kartkę i gra dalej.

Dyrygent nieziemsko się wkurzył, sugeruje więc klarneciście, by poprosił któregoś z kolegów z orkiestry – może fagocistę? – aby przewracał kartkę za niego, tak aby klarnecista nie musiał przerywać gry.

Klarnecista wysłuchał, zrozumiał o co biega, więc gra to solo jeszcze raz.

I tu następuje gwóźdź programu… klarnecista dociera do owego feralnego miejsca, fagocista przewraca mu kartkę, a ten… przerywa, mówi „Dziękuję!” i gra dalej.

Dobre wychowanie jest cechą pożądaną, czasami jednak lepiej obejść się bez kulturalnych kłopotliwych podziękowań…

Tags: , , , , , ,

niedziela, Kwiecień 26th, 2015 Bez kategorii Brak komentarzy

Kto sabotuje konkursy im. Spisaka?

Od wielu lat w Dąbrowie Górniczej odbywają się konkursy muzyczne im. Michała Spisaka. Pierwsza edycja była ogólnopolska, kolejne są już międzynarodowe. I wszystko byłoby fajnie i pięknie, gdyby nie fakt że ktoś rokrocznie usiłuje sabotować każdą edycję konkursu.

Najbardziej nawalają graficy przygotowujący konkursowe plakaty, kalendarze, afisze, itd. Szczytem niekompetencji grafika było na przykład umieszczenie na plakacie VIII edycji… zdjęcia odwróconego do góry nogami klarnetu z odwrotnie założonym stroikiem. W tym roku graficy również się nie popisali – w umieszczonych na plakatach tekstach zamiast normalnej litery „R” występuje „P” z dorysowaną kreską.

To jednak nie jest największy problem, jaki trapi obecną edycję tego konkursu. Jak pisałem wcześniej, jest to konkurs międzynarodowy. Kandydaci z zagranicy nie posługujący się językiem polskim mają bowiem nie lada problem, bo choć na stronie konkursu jest zamieszczony regulamin w wersji angielskiej, to jednak umieszczono go w otoczeniu tekstów wyłącznie w języku polskim, co więcej, nie prowadzi do niego żaden link – nie ma nawet odnośnika do jakiejś sekcji angielskiej, żadnego „English version”, nic, null. Aby więc do niego dotrzeć, kandydat z zagranicy musi się przekopać przez tonę linków w języku, którego nie rozumie.

Oczywiście, są jeszcze translatory. Kandydat startujący w konkursie międzynarodowym NIE BĘDZIE jednak używał translatora, gdyż oczekuje że na stronie konkursu znajdzie link do sekcji anglojęzycznej. Jeśli takowego nie odnajdzie, po prostu oleje konkurs i sobie pójdzie.

Doprawdy, trudno uznać takie i podobne „wpadki” za zupełnie przypadkowe. Mam wrażenie, że konkurs im. Spisaka ktoś celowo sabotuje. Pytanie tylko kto, po co, i czy ma z tego jakieś profity.

Tags: , , ,

czwartek, Marzec 26th, 2015 Bez kategorii Brak komentarzy

Niesamowicie tajemniczy kompozytor…

Pisze właśnie drugą w swoim życiu pracę licencjacką, tym razem poświęconą włoskiej solistycznej muzyce fagotowej, wydanej w XX i XXI wieku. Ponieważ spora część opisywanych przeze mnie kompozytorów jeszcze żyje i ma się całkiem dobrze, większość informacji na ich temat czerpię ze źródeł internetowych, głównie włosko- i angielskojęzycznych.

W większości przypadków zbieranie informacji poszło gładko, udało mi się sporządzić dla celów mojej pracy mniej lub bardziej skondensowane biografie. Zdarzają się jednak kompozytorzy, o których w źródłach włoskich jest ledwo co, w innych językach – nie ma nic.

Null. Zero. Informacji niet. No, powiedzmy, prawie niet.

Jednym z kilku takich przypadków jest Alessandro Sbordoni. Nigdzie nie ma kompletnej biografii, kompletnego spisu wydanych do tej pory jego kompozycji, właściwie nigdzie nie ma niczego kompletnego na temat tego pana. Same skrawki wiadomości, rozsiane po całym Internecie, a informacje biograficzne udaje mi się znaleźć praktycznie wyłącznie na stronach w języku włoskim.

Kompozytor podobno bardzo znany, aczkolwiek prawdopodobnie tylko we Włoszech, bowiem sądząc po braku informacji na jego temat w tekstach anglojęzycznych wnioskuję, iż poza swoją ojczyzną ten pan pozostaje kompletnie nieznany.

Taka sława, że reszta świata nie ogarnia!

Tags: , , , , , ,

piątek, Luty 13th, 2015 Bez kategorii Brak komentarzy

Giacinto Scelsi cz 6

Aktualnie jestem w trakcie pisania pracy licencjackiej. Temat to włoska solistyczna literatura fagotowa wydana po raz pierwszy w XX i XXI wieku. Przybliżam sylwetki kompozytorów, którzy napisali przynajmniej jeden utwór na ten instrument. Jednym z członków mojej „ściśle tajnej super fajnej” listy do opisania jest Giacinto Scelsi.

Parę lat temu przetłumaczyłem wkładkę do jednej z płyt CD z jego muzyką. Jako że nie będę całego tego tłumaczenia wykorzystywał w mojej pracy, umieszczę je tutaj, może komuś kiedyś się przyda ;>

Będę to wrzucał w kilku kawałkach, bo tekstu jest sporo.

– – – –
CZĘŚĆ 6
– – – –

WYZWANIE I NADZIEJA

Tak różnorodna muzyka wymaga nowego podejścia w nauce oraz grze zarówno od dyrygenta jak I muzyków. Nie było wcześniej nikogo, kto uczyłby się lub nauczał muzyki Scelsiego; potrzebne są eksperymenty; perfekcja jest nieuchwytna. Przynajmniej wszystkie techniczne i muzyczne zdolności pod kątem kolorystyki i intonacji, które muzycy nabyli w trakcie nauki, muszą zostać ukazane w pełnej krasie; jednocześnie mechanizmy słuchu i parametry, na jakich opierają się muzycy, by zagrać właściwie i muzycznie, zostają rozciągnięte do nowych poziomów. W końcu, muzycy muszą wykorzystywać i jednocześnie porzucać podstawowe zdolności wymagane do grania każdej muzyki – by były one w stanie sprostać wymaganiom płaszczyzny dźwiękowej umysłu i muzyki Scelsiego.

Główny cel Scelsiego jako artysty i człowieka był skupiony na pożądaniu wsłuchiwania się w siły kosmosu. To pożądanie emanowało z transcedentalnej myśli, gdy poszukiwał boskiej esencji religijności poza granicami geograficznymi i czasowymi. Stosował elementy ze znanych tradycji, by osiągnąć momenty przejścia, odnajdując, poprzez swoją muzykę, wejście do głębokich rzeczywistości wszechświata z nieustraszonym duchem i gorącą nadzieją na uniwersalny pokój.
Riccardo Schulz, 2001

Tags: , , , , , , ,

niedziela, Luty 8th, 2015 Bez kategorii Brak komentarzy

Giacinto Scelsi cz 5

Aktualnie jestem w trakcie pisania pracy licencjackiej. Temat to włoska solistyczna literatura fagotowa wydana po raz pierwszy w XX i XXI wieku. Przybliżam sylwetki kompozytorów, którzy napisali przynajmniej jeden utwór na ten instrument. Jednym z członków mojej „ściśle tajnej super fajnej” listy do opisania jest Giacinto Scelsi.

Parę lat temu przetłumaczyłem wkładkę do jednej z płyt CD z jego muzyką. Jako że nie będę całego tego tłumaczenia wykorzystywał w mojej pracy, umieszczę je tutaj, może komuś kiedyś się przyda ;>

Będę to wrzucał w kilku kawałkach, bo tekstu jest sporo.

– – – –
CZĘŚĆ 5
– – – –

Wielkie Dzieła

Hymnos (1963), trwający około jedenastu minut, jest najdłuższym jednolitym dziełem Scelsiego. Wymaga ono dużej orkiestry podzielonej antyfonicznie na dwie niemalże identyczne grupy, rozmieszczone symetrycznie po obu stronach środkowej osi składającej się z organów, kotłów i perkusji.

Nutą obsesji, tak typową dla Scelsiego, jest D (re), którym dzieło się rozpoczyna. Zachodzą tutaj mikrotonalne wariacje wokół nuty, która walczy o przetrwanie, gdy środek tonalny przesuwa się najpierw do F, a następnie do B-moll. W wymiarach słuchowych i duchowych występują tutaj jasne odniesienia do muzyki orientalnej.

Gdzieś w połowie dzieła, w wyniku nagromadzenia nut pedałowych I ich harmonii, cudownie objawia się aura widmowego chóru – a przynajmniej tak się wydaje – w odkryciu wprawiającym w drżenie kręgosłupa. Przypominające śpiew dźwięki, które się wyłaniają (choć nie są nigdzie zauważalne w zapisie nutowym), stanowią nawiązanie do tytułu, Hymnos, greckiego słowa, od którego wzięło się określenie „hymn”.

Hurqualia (1960) było pierwszym orkiestrowym dziełem Scelsiego napisanym u szczytu dojrzałości kompozytora. Podobnie jak w Hymnos, Scelsi skupia się na jednej nucie—w tym wypadku, na różnych nutach dla każdego z czterech instrumentów. Ogólne wrażenie dzieła koresponduje poniekąd z tradycyjnym pojęciem konstrukcji symfonicznej w czterech częściach. Podtytuł Scelsiego, któremu nikt spośród słuchających dzieła z dystansu nie jest w stanie zaprzeczyć, brzmi: „Inne Królestwo”. Hurqualia („h” jest nieme) ukazuje wstrząśniętego Scelsiego: muzyka jest gwałtowna, impulsywna, głośna, szybka.

Pierwsza część, rodzaj wprowadzenia lub uwertury, rozpoczyna się łagodnie dziękami przypominającymi podobną do mantry sylabę „Om”. Stopniowo przemienia się w masywną I destruktywną eksplozję instrumentów dętych i perkusji. Perkusja bierze aktywny udział, a bębny uderzane są con la mano—ręką—zamiast pałeczek, w sposób przypominający grę na indyjskich tabla. Koniec następuje nieoczekiwanie, pojedynczym uderzeniem w bęben.

Druga część wprowadza napięcie innego rodzaju, z opanowaną strukturą i pod płaszczykiem spokojnego wyrazu. Centralnym punktem skupienia jest naturalne B, które przechodzi do tercji małej (D naturalne) i przeskakuje na kłócące się i nierozwiązane Cis. Element melodyczny z gwałtownymi akcentami rytmicznymi podkreślony zostaje w trzeciej części. Część czwarta, podobie jak pierwsza, zaczyna się w Es, ale prawdziwe pole wyłania się jako B. Ta część jest z całego dzieła najbogatsza i najbardziej złożona. Bębny znów zostają użyte jak tabla, a ogromne grupy klastrów wprowadzają dzieło w gwałtowny klimat.

Hurqualia zostało napisane na flet piccolo, dwa flety, dwa oboje, dwa klarnety, dwa fagoty, cztery waltornie, trzy trąbki, dwa puzony, kocioł, czterech perkusistów, smyczki (ale bez skrzypiec) i trzy zestawy instrumentów amplifikowanych.

Scelsi udziela instrukcji dla niezależnych dynamik trzech grup amplifikowanych (w pierwszej grupie obój, rożek angielski I klarnet Es; w drugiej waltornia, saksofon tenorowy, piła grająca, altówka i podwójny bas; w trzeciej dwie trąbki i puzon). Pochodzenie tytułu jest nieznane.

Konx-Om-Pax, dwunastominutowe dzieło na chór I orkiestrę, to koronne osiągnięcie Scelsiego. Występuje tutaj największa orkiestra złożona kiedykolwiek przez Scelsiego. Dzieło podzielone jest na trzy części i wykorzystuje relatywnie prosty materiał, jest jednak zaprojektowane w celu osiągnięcia ogromnego krajobrazu dźwięku.

Układ, struktura i szczegółowość tego utworu przewyższa wszystkie wcześniejsze dokonania Scelsiego. Nawet głosy organowe są skrupulatnie określone, a połączenie “wszystkiego” w trzeciej części, a więc połączenie masywnej siły orkiestry i chóru, czyni nieuniknioną aluzję do wcześniejszej ody do radości. „Tytułem jest słowo „pokój” w trzech językach: starożytnym asyryjskim, w sanskrycie oraz w łacinie”. W podtytule Scelsi opisuje Konx-Om-Pax. Trzy aspekty Dźwięku: jako pierwszy motyw nieruchomości, jako siła twórcza oraz jako święta sylaba „Om”.

Tags: , , , , , , ,

niedziela, Luty 8th, 2015 Bez kategorii Brak komentarzy