Katowice

Współczesna historia jednej z dzielnic na przedmieściu Katowic w pigułce

Dawno, dawno temu:
W mieście zaczęło robić się tłoczno. Coraz więcej mieszkańców pomyślało o przeprowadzce na przedmieście. Wyczuli to deweloperzy, dlatego (według prawdopodobnej wersji zdarzeń) posmarowali rączki komu trzeba, następnie wykupili tereny, wycięli kawał lasu i postawili tam rzędy domków szeregowych, blokowiska, itd.

Trochę lat później:
Na przedmieściu też zaczęło robić się tłoczno. Coraz więcej mieszkańców pomyślało o przeprowadzce na, hm… już nie na przedmieście tylko na gdziekolwiek, byle dalej od miejskiego szumu a bliżej przyrody. Wyczuli to deweloperzy, dlatego (według prawdopodobnej wersji zdarzeń) posmarowali rączki komu trzeba, następnie wykupili kolejne tereny, wycięli kolejny kawał lasu i postawili tam rzędy domków szeregowych, blokowiska, itd.

Jeszcze później:
Tam również w pewnym momencie zaczęło robić się tłoczno. No cholery można dostać! Coraz więcej mieszkańców pomyślało o przeprowadzce na, hm… już zdecydowanie nie na coraz bardziej przypominające centrum miasta przedmieście, tylko na gdziekolwiek, byle dalej od miejskiego szumu a bliżej przyrody. Wyczuli to deweloperzy, dlatego (według prawdopodobnej wersji zdarzeń) posmarowali rączki komu trzeba, następnie wykupili kolejne tereny, wycięli kolejny kawał lasu i postawili tam rzędy domków szeregowych, blokowiska, itd.

Kiedyś tam w przyszłości:
Deweloperzy załamani. Nie ma już gdzie bloków stawiać, bo wszystko zajęte. Hm, a może by tak wyburzyć któreś osiedle i zasadzić tam las…?

Tags: , , , , , , ,

sobota, 13 października, 2018 Bez kategorii Brak komentarzy

Najgorsze muzyczne doświadczenie w życiu

Wczoraj przeżyłem najgorsze doświadczenie muzyczne mojego życia. Udałem się mianowicie na jeden z koncertów organizowanych w ramach festiwalu Brand New Music, jaki odbywa się w Katowicach. Jest to festiwal promujący mało znanych kompozytorów muzyki współczesnej. Byłem już na innym koncercie we wtorek, i ponieważ mi się spodobało, postanowiłem pójść jeszcze raz, w czwartek, tym bardziej że miał wystąpić gość specjalny festiwalu, Helmut Lachenmann.

Szczerze? Teraz żałuję straconego czasu.

Ja rozumiem, że można robić takie czy inne eksperymenty muzyczne, no ale na Boga, są jakieś granice. O ile pierwszy utwór – wykonany przez trio z Krakowa – jeszcze jakoś brzmiał i dało się go słuchać, o tyle gdy na scenie pojawił się sam kompozytor mieniący się pianistą, moje bębenki z każdym kolejnym dźwiękiem coraz głośniej domagały się litości i tego, abym salę koncertową czym prędzej był opuścił.

W życiu nie słyszałem takiej pseudoaleatorycznej kakofonii. To, co zaprezentował Herr Lachenmann, i jak to zaprezentował (jak można wyjść na scenę w starym swetrze i przykrótkawych gaciach typu pedalskie rurki? Całości dopełniała broda jegomościa, równie dziadowska jak jego muzyka), wołało po prostu o pomstę do nieba. Wszystko sprawiało wrażenie wystukiwania na klawiszach przypadkowych dźwięków, po których kompozytor sprawdzał, jak będą rezonować różne struny fortepianu.

Uff, wreszcie ten dziad skończył. Kilkanaście minut intensywnego napierdalania chuj wie czego chuj wie jak chuj wie w jakiej kolejności chuj wie po co to zdecydowanie za dużo.

I już miałem wyjść, gdy nagle na scenie szybciutko pojawił sie trzeci wykonawca, również pianista, również mający zagrać jakiś utwór Lachenmanna. To był dopiero koszmar! To samo, co w poprzednim utworze, plus granie całymi łokciami i szarpanie paluchami za struny fortepianu. I tak dobre dwadzieścia minut z kawałkiem.

Szczerze powiedziawszy to wszystkie “utwory” pana Lachenmanna powinny nosić wspólny tytuł: “Jak łatwo szybko i przyjemnie uszkodzić instrument i przy okazji wkurwić niemiłosiernie swoich słuchających”. Sądząc po rozlegających się raz po raz niewybrednych komentarzach oraz trzaskaniu drzwiami, wszyscy bez wyjątku mieli ochotę wyjść i tylko przez grzeczność pozostali na sali i wysłuchali do końca tego wątpliwej jakości i wartości artystycznej “kącertó”. Przecież “granie” takiego “czegoś” to totalny brak szacunku do instrumentu i słuchaczy. Szkoda w ogóle instrumentu niszczyć taką wandalską kakofonią.

Dzisiaj na plakacie przeczytałem ze zgrozą, że Lachenmann będzie prowadził warsztaty kompozytorskie, a wieczorem zagra kolejny koncert… ciekawe, czy w ogóle ktokolwiek na to coś przyjdzie…

Nigdy więcej Lachenmanna. Nigdy więcej niemieckiej muzyki współczesnej. Nigdy więcej, Scheisse!

Tags: , , , , , , , , , , , , , ,

piątek, 5 grudnia, 2014 Bez kategorii Brak komentarzy

Ludzie jednak nie są tacy źli…

Stoję sobie dzisiaj na dworcu autobusowym w Katowicach. Czekam na “dwunastkę”. Na uszach słuchawki, do czaszki wlewam sobie mixtape’y Stumbleine’a…

I nagle słyszę łomot. Jebnięcie porównywalne jedynie z atomówką. Spoglądam, patrzę – dziewczyna leży. Gdzieś jej się spieszyło, tak bardzo, że przechodząc – czy raczej lecąc na oślep – z galerii handlowej na przystanek nie zauważyła krawężnika i padła na twarz, rozwalając przy tym okulary.

Wstaje. Otrzepuje się. Maca się to tu, to tam, sprawdzając czy krew nie leci. No niestety, leci.

Okulary do wymiany, a brew w kawałkach. Tak oto skończył się sprint na przystanek.

Podchodzę i daję wszystko, co mam, a co może doraźnie posłużyć za opatrunek – chusteczki. Dziewczyna stała i sprawdzała się już dłuższą chwilę, nikt nie przychodził jej z pomocą, więc wręczając jej paczkę chusteczek pomyślałem sobie: “Ech, znowu ta jebana polska ludzka znieczulica”…

A tu miłe zaskoczenie. Z tłumu wyszła pewna starsza pani, która w ciągu chwili zorganizowała na szybko jakiś plaster.

Jednak nie wszyscy Polacy są tak nieczuli na czyjąś krzywdę, jak się ich przedstawia w mediach. Są jeszcze w tym kraju ludzie gotowi przyjść z pomocą w sytuacjach awaryjnych.

A dziewczynę pozdrawiam, mam nadzieję że z oczkiem wszystko w porządku, a lekko rozsypane okulary jakoś dotrwały do końca podróży 😉 Masz nauczkę – gdyby kózka nie biegała, to by bryle całe miała…

Tags: , , , , , , ,

środa, 19 listopada, 2014 Bez kategorii Brak komentarzy