grupy

Historia z morałem. Kilka słów o tym, czym się może skończyć przywłaszczenie sobie cudzego wizerunku

Historia, która pokazuje, że nie warto przywłaszczać sobie cudzego wizerunku.

Zarządzam na Facebooku kilkoma grupami z gatunku „weźcie mnie wszyscy dodajcie do znajomych, żeby mogło urosnąć moje ego <orgazm><orgazm><orgazm>”. Codziennie muszę blokować po kilkanaście-kilkadziesiąt fałszywych kont. Zwykle fejka udaje się wykryć przy pomocy małego śledztwa z użyciem Google Images, czasami jednak fejkowatość wychodzi dopiero po jakimś czasie.

Czasami udaje mi się znaleźć kontakt do widniejącej na zdjęciu osoby, której fejk raczył radośnie i z premedytacją „ukraść twarz”. W takich przypadkach ZAWSZE wysyłam stosowną wiadomość do właściciela zdjęcia, wraz z linkiem do fałszywego profilu.

I tym oto sposobem narobiłem jednemu fejkowi niemało kłopotu! 😀

Pewnie niektórzy z odwiedzających takie grupy kojarzą bytującą tam jeszcze do niedawna „Bożenę Jot”, która trochę się udzielała jak normalny użytkownik, jednak większość czasu spamowała na potęgę linkami do bloga, na którym zawartość wszystkich wpisów stanowiły reflinki do strony CHOIES (reflinki to takie linki, za kliknięcie w które użytkownik otrzymuje jakieś profity – kasę, zniżki na zakup czegośtam, itd.).

Ponieważ od „Bożenki” od jakiegoś czasu codziennie dostawałem po kilkadziesiąt powiadomień, postanowiłem sprawdzić, czy rzeczywiście jest ona tą osobą, za którą się podaje. Oczywiście, okazało się, że nie.

Ale to nie koniec. Nawiązawszy kontakt z właścicielką zdjęcia dowiedziałem się, że fejk będzie miał za przeproszeniem co najmniej zajebiście przejebane – bowiem dziewczyna, do której należy fotka, podpisała umowę z pewną firmą kosmetyczną, której produkty reklamuje i której użyczyła swojego wizerunku. Sprawą zajmą się więc prawnicy tej firmy.

Przy okazji wyszło na jaw, że założyciel fałszywego konta „Bożenki” założył na kilku innych serwisach konto… z takimi samymi danymi, takim samym emailem i taką samą fotką.

Oczywiście, ponieważ okradziona z wizerunku dziewczyna poprosiła mnie o pomoc, pozbierałem „dowody zbrodni” zostawione przez „Bożenkę” i wysłałem w emailu, wraz z linami do wszelkich znalezionych przeze mnie śladów działalności tej osoby.

Teraz fejk prawdopodobnie stanie przed sądem, a że – jak już wspomniałem – będzie miał/miała/miało zajebiście przejebane, musi przygotować skromną sumkę na zapłacenie odszkodowania… 🙂 Oczywiście, kibicuję z całych sił właścicielce zdjęć i życzę jej wygranej w procesie. Założycielowi fałszywych kont życzę z kolei jak najgorzej – może jak decyzją sądu uszczupli swój majątek, zacznie się zastanawiać nad tym, co robi, zanim to zrobi…

Tak, zdecydowanie przywłaszczanie sobie cudzego wizerunku nie popłaca.

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

piątek, Listopad 7th, 2014 Bez kategorii Brak komentarzy

Ban za racjonalizm – czyli z facebookową głupotą nie wygrasz

Uwaga, uwaga, ta notka prawdopodobnie będzie przypominała jęk dziecka Neostrady krzyczącego „łeeeee te gupie ludzie blokli mnie na fejśe, jak tó tera rzyć” 😉

No tak, zablokowano mnie. Nie mam tu jednak na myśli blokady na wysyłanie czegokolwiek osobom spoza listy znajomych. Otóż zablokowano mi dostęp do większości grup o tematyce paranormalnej, ufologicznej, ezoterycznej i innych.

A za co ta blokada? Za zbyt racjonalne podejście do poruszanych na grupach tematów (sic!).

Jak wiadomo, na Facebooku jest już praktycznie wszystko. Można zakładać strony (zwane fanpage-ami), urządzić sobie na profilu bloga (funkcja Notatki), wysyłać wiadomości, wgrywać filmy, zakładać grupy tematyczne, itd. I właśnie z ostatniego wymienionego dobrodziejstwa pewnego dnia zapragnąłem zacząć radośnie korzystać, zapisałem się więc do grup „paranormalnych”, licząc na ciekawe dyskusje z ludźmi na poziomie…

No więc właśnie… wziąłem i się przeliczyłem… to znaczy, hm… nie żeby byli tam sami „paranormalni fanatycy” dopatrujący się duchów czy NOL-i w każdej jednej kropce. Sensownych ludzi, myślących bardziej racjonalnie, również można tam spotkać. Niestety jednak, „paranormalni fanatycy” zdecydowanie w tych grupach dominują.

Weźmy na przykład taką sytuację. Jest sobie dziewczyna o imieniu Emilia i nazwisku przywodzącym na myśl ulubione warzywko, z lubością chrupane przez króliki i inne szkodniki. Emilia udostępnia na grupie zdjęcie. Na zdjęciu praktycznie nic nie widać – przedstawia ono wyłączony telewizor stojący w zaciemnionym pokoju, zaś jasność zdjęcia zostaje dodatkowo „ubita” przez ustawioną centralnie na środku kadru lampkę, stojącą obok TV. Do zdjęcia dopisana jakaś głodna historyjka pod tytułem „koleżanka chciała żebym jej wysłała zdjęcie lampki obok zgaszonego telewizora, bo jej się pochwaliłam że taką mam, a ona mi potem napisała że widzi na nim ducha”.

Już w samej historyjce ja i parę innych bardziej rozgarniętych osób dostrzegło słabe punkty. Po kiego grzyba tej koleżance było zdjęcie włączonej lampki? Czyżby koleżanka mieszkała w Korei Północnej i sama takowej wypasionej światłodajki nie posiadała? No i po co chwalić się komuś, że ma się lampkę?

W komentarzach rozwija się emocjonująca jak bitwa w „Klanie” dyskusja pod tytułem „ktokolwiek widzi, ktokolwiek wie” – wpisy w stylu „tam na lewo od telewizora coś jest, to musi być duch, aaaaa <orgazm><orgazm><orgazm><ciężkie palpitacje serca>” i pełno zrzutów ekranu z pozaznaczanymi wszelkimi kropkami i pyłkami, które „układają się w twarz”.

No właśnie, twarz! No ludzie, bez jaj, tam widać czyjś ryj! Aaa, tam jez dóh! pszerarzajoncy wjelki dóh!!!!!!111jedenjedenjeden

Takie zjawisko zostało już dawno jednak wyjaśnione – a nazywa się ono pareidolia. Piszę więc komentarz, w którym wyjaśniam, że na zdjęciu nie ma nic paranormalnego, najprawdopodobniej jest to zwykły pyłek lub drobinka wilgoci. Komentarz jednak, jak można się domyślić, nie spodobał się ani Emilii „tam jez dóh” Marchewce ani przytakującym jej „paranormalnym fanatykom”. Rozpoczęła się ostra „bitwa na argumenty”.

Ja i racjonaliści kontra „paranormalni fanatycy”. Racjonaliści w sposób możliwie najbardziej kulturalny i stonowany sypią argumentami i zwracają uwagę na nietrzymajace się kupy elementy przekazanej przez Marchewkę historii. „Paranormalni fanatycy” zaś wytaczają działa i odpowiadają tekstami w stylu „jak można nie widzieć, że tam jest duch”, „przecież oczywiste że TAM COŚ JEST”, „to nie może być pyłek” (no bo skoro Emilka napisała, że jej koleżanka twierdzi, że to chyba duch, to przecież pewna pewność, że to MUSI BYĆ duch, prawda?), i tak dalej. Po prostu dyskusja na poziomie… w pewnej chwili do konwersacji dołączyła pewna starsza pani, pisząc (do racjonalistów oczywiście) wiadomość nakazującą „więcej szacunku i kultury”. Myślałem, że puszczę w stronę babiszona salwę śmiechu i śmiechem babę ukatrupię 😉

Nie wiem niestety (chociaż może to i lepiej…), jak cała konwersacja się zakończyła, gdyż panna Marchewka zablokowała mnie i pozostałych racjonalnie myślących dysputantów.

Podobnych „dyskusji na poziomie” było więcej. Racjonalizm kontra głupota, paranormalny fanatyzm i ograniczenie umysłowe.

Aż tu nagle pewnego dnia… bum! Tu blokada, tam blokada, kurdebele co się dzieje, kura gdacze, kogut pieje… poblokowano mnie na większości grup o tematyce paranormalnej. Razem ze mną wylecieli z nich wszyscy bardziej racjonalnie myślący. Czyli wszyscy, którzy na zdjęciach pyłków i innych syfów ośmielili się nie zobaczyć ducha. Ignora wlepili mi również administratorzy tychże grup, których miałem (jak widać wątpliwą) przyjemność gościć na swojej liście znajomych.

Zapisywanie się do takich grup i udzielanie się na nich to w większości przypadków niestety strata czasu. Najczęściej zakładają je i w całości tworzą ludzie nieakceptujący odmiennych opinii. Jeśli ktoś zamieści na grupie jakiś „paranormalnie wyglądający” materiał, masz prawo się z nim tylko zgodzić, w przeciwnym wypadku cały sztab ograniczonych umysłowo „dorosłych ludzi” zmiesza Cię z gównem, po czym myślący tak samo jak oni administrator wyrzuci Cię z grupy i zablokuje dostęp. Z ludzką głupotą nie wygrasz…

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

niedziela, Wrzesień 21st, 2014 Bez kategorii Brak komentarzy

Facebook to burdel, a Mark Zuckerberg to tępy pedał

Tak, wiem , wulgarny tytuł, jednak w pełni wyraża on moje zdanie o tym, co dzieje się na tej społecznościówce. Facebook to miejsce wyjątkowo dziwne, na którym panują wyjątkowo niejasne zasady, właściwie można odnieść wrażenie, że obowiązuje jedna: pedał Zuckerberg ma rację i to on ustala w tym burdelu reguły. Wpis może będzie niezbyt przyjemny lingwistycznie i trochę nieskładny, jednak jest to wynik tylko i wyłącznie mojego – i nie tylko mojego – najwyższego wkurwienia tym, co obserwuję na „fejsie” od dłuższego czasu.

To, co mnie najbardziej irytuje jako użytkownika tego czegoś, to przede wszystkim usilne promowanie (zahaczające o lizanie dupska) wszelkich dewiacji i zboczeń seksualnych oraz innych chorych zachowań, przy jednoczesnym mieszaniu z gównem tego, co dobre i wartościowe.

Przykładowo, za skrytykowanie pedała (nie mylić z gejem, bo między gejem a pedałem jest pewna różnica) obnoszącego się wszędzie ze swoją innością, czy też jakiegoś innego odszczepieńca lub drag queen’a, prawie natychmiast dostaniesz bana. Tak, bana! Dopadnie cię facebookowe „nie masz kurwa prawa kurwa nikomu kurwa niczego kurwa w żadnej formie kurwa wysyłać, udostępniać ani lajkować”. Po prostu nie, i chuj. Pedał jest święty i jego skrytykować nie wolno, za skrytykowanie pedała zawsze dostaniesz karę. Z krytykowaniem drag queenów i innych odszczepieńców jest zresztą tak samo. Po prostu nie masz prawa na takiego kogoś myszki podnieść, i koniec, inaczej dosięgnie cię karząca myszka Zuckerberga lub kogoś z zatrudnionych przez niego moderatorów.

Tyle o pedałach. Za to mieszanie z gównem postaci i rzeczy wartościowych i dobrych z reguły na Facebooku uchodzi płazem, choć można odnieść wrażenie, że jest wręcz pochwalane. Przykładem niech będą liczne fanpejdże i grupy typu „Jan Paweł Drugi zajebał mi szlugi”. Tysiące raportów, które zawsze spotykają się z jednakową reakcją – „Nie stwierdziliśmy naruszenia standardów społeczności Facebooka”. Tak samo jest z fanpejdżami zakładanymi przez ostatnio przez banderowskie kurwy z Ukrainy, które posługując się językiem polskim z rozmysłem zakłamują historię (wiadomo, chodzi głównie o prawdę o Wołyniu, ale nie tylko). Te również mają się świetnie i są nietykalne.

Za to taki Ruch Narodowy czy Marsz Niepodległości w serwisie rządzonym przez Zuckerberga nie mają prawa istnieć. Zakładane raz po raz fanpejdże o charakterze patriotycznym są regularnie blokowane, a ich twórcy i fani otrzymują bany za „złamanie regulaminu”. Dotyczy to także innych wartościowych stron, jednak profile RN i MN to taki koronny przykład.

Facebooka nazwałem burdelem również z innego powodu. Otóż Zuckerberg i jego świta roszczą sobie prawo do decydowania, kogo znasz, a kogo nie. Dla przykładu, dzisiaj otrzymałem bana na wysyłanie zaproszeń do znajomych na okres 7 dni, tylko za to, że próbowałem dodać do znajomych koleżankę z uczelni. Studiowaliśmy razem kilka lat, co za tym idzie znamy się bardzo dobrze, mimo że ja byłem na niestacjonarnych a ona na stacjonarnych to jednak na wiele zajęć chodziliśmy do tej samej grupy, wielokrotnie spotykaliśmy się poza uczelnią. Ale dodać do znajomych jej nie mogę, bo Facebook zdecydował, że się nie znamy, i na dodatek prewencyjnie wlepił mi bana. Skutkiem tego kontakt z nią mam całkowicie zablokowany, ponieważ ban na zaproszenia łączy się automatycznie z blokadą wysyłania wiadomości.

Tyle wystarczy. Narzekając na Facebooka, słyszę czasami łatwy do przewidzenia stary tekst pod tytułem „Jak ci się nie podoba to nie korzystaj, proste!”. Nie, nie takie proste. Z kilku powodów. Po pierwsze, i najważniejsze, z większością znajomych z reala kontakt „pozarealowy” mam tylko tam. Spośród nich NIKT nie korzysta już z GG, a innych środków kontaktu typu NK, email, itd. oni w większości nie uznają. Dziś wszystko odbywa się na Facebooku, gdyż na tej popierdolonej społecznościówce po prostu wszystko jest – fora, grupy, blogi, mikroblogi, komunikator, po prostu wszystko. Jeszcze tylko dziecka przez Facebooka nie można zrobić, ale to pewnie kwestia czasu 😛 Po drugie, prowadzę tam fanpejdże Radia Paranormalium, KryptoZoo i kilka innych projektów mających na celu utrzymanie kontaktu z odbiorcami serwowanych przez moje serwisy treści. W pewnym sensie jestem więc skazany na korzystanie z tego czegoś z mniejszą lub większą intensywnością.

Podsumowując, Facebook to jeden wielki burdel, z jedną właściwie zasadą: BRAK ZASAD, a burdelem tym rządzi alfons o nazwisku Mark „Fuck My Ass” Zuckerberg.

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

poniedziałek, Czerwiec 9th, 2014 Bez kategorii Brak komentarzy